ok.,ok.,ok…Nieco spokojniejszy środek tygodnia i kilka chwil, aby zastanowić się i
podsumować, to co już za nami na początku tego sezonu. Siedząc wygodnie na kanapie,
popijając sok jabłkowy, muszę przyznać, że nie będzie w tych podsumowaniach zbyt wielu
narzekań, co chyba świadczy o tym, że mogło być dużo gorzej?
Parę faktów na dzień dobry:
3 spotkania. 2 zwycięstwa, 1 remis.
Stosunek bramek, 5-2.
Zwycięstwo w pierwszym meczu el.Champions League w Pradze, w meczu ze Spartą 2-0!
Całkiem nieźle. Dzisiaj, trzy dni po tym jak straciliśmy zwycięstwo, a Jens Lehman zapomniał
napluć sobie przed spotkaniem w rękawiczki, za nic w świecie nie oddałbym tego triumfu, mając
możliwość wymienić go na remis w Pradze. Arsenal na przestrzeni ośmiu dni rozegrał trzy
spotkania, z których dwa przebiegały raczej w atmosferze walki, podgryzania i przepychania się
z rywalami, aniżeli zmagań na futbolowe rzemiosło. Mimo starań Lehmana i aż dwóch
gigantycznych klopsików w dwóch ligowych bojach, w tym jak zwykle ciężkiego wyjazdu do
Blackburn, mamy na koncie cztery punkty oraz mecz zaległy z Newcastle. Mamy tyle samo
punktów co Liverpool oraz więcej niż Manchester i Tottenham, które zagrały po trzy spotkania.
Dodatkowo tylko Liverpool, naszpikowany nowymi graczami, jak mój dywan okruszkami z
krakersów po transmisji w canal+, rozgrywał w tygodniu spotkanie w ramach walki o CL. Uff…
No, no, no…Biorąc jeszcze pod uwagę zwycięstwo ze Spartą na wyjeździe, nie wygląda to już
tak źle, jak jeszcze miało odwagę wyglądać wczoraj, że nie wspomnę o nastrojach z krwawej
niedzieli.
Oczywiście, gdyby nie Jens…Ok., czas już dać temu spokój. Czas zareagować jak mężczyzna.
Facet się pomylił i jak sam mówi na łamach prasy, nie czuje się z tym źle, bo nigdy w swej
karierze podobnych gaf nie popełnił, co świadczyć musi o tym, że to jakiś przypadek. Cóż. Nic
dodać, nic ująć. Taka Karma . Najważniejsze czego dowiedzieliśmy się w mijających 8 dniach,
to to, że mamy zespół, który umie podjąć walkę na pięści i zdobywać bramki w ostatnich
minutach meczów.
Patrząc na styl gry myślę, że brakuje nam jeszcze nieco siły ognia w linii ataku, co wynika
chyba z braku stabilizacji w składzie przedniej formacji. Myślę, że lekiem na to może być powrót
Adebayora, który nastąpi już w spotkaniu z Man City. Również gra Eduardo nie jest jeszcze
kompletna i każda dodatkowa sekunda spędzona na boisku będzie działała na jego korzyść.
Przed nami mecz z niespodziewanym liderem Premiership. Zespołem, który nie stracił jeszcze
bramki i nie zgubił żadnego punktu, co najbardziej dziwi dziś chyba chłopców z United.
To będzie nieco inny spotkanie, niż to, które oglądaliśmy w zeszłą niedzielę. Manchester City pokazał w pierwszych trzech meczach, że stara się grać piłką i jakkolwiek nie wyglądało by
pierwsze trzydzieści minut w meczu derbowym, to drużyna Eriksona prezentuje się całkiem
solidnie, zwłaszcza w formacji obronnej. Na szczęście nie jest to jeszcze perfekcyjna
maszynka, a pozycja lidera może piłkarzom z miasta fabryk nieco namieszać w głowach i mam
nadzieję, że postawią na otwartą grę na Emirates Stadium. Jednym słowem, liczę na trzy
punkty.
Miłego dnia






