Archive for Listopad, 2008

Jest takie miejsce, gdzieś pomiędzy niebem i piekłem, gdzie dusza styka się z ciałem,
noc z dniem i porażka ze zwycięstwem. Tam dzisiaj jesteśmy…
Chel$ea-Arsenal Niedziela godzina 17:00 stadion Stamford Bridge
Arsenal nie przegrał dwóch kolejnych spotkań w lidze od bardzo dawna. Od bardzo dawna aż
do zeszłej soboty. Nic i nikt nie dostarczyło mi takiej dawki upokorzenia jak dwie porażki z Aston
Villą i Manchester City. Oba spotkania miałem przyjemność oglądać w całości i czułem się jak
małe dziecko, któremu gałka lodów spada z wafelka na ziemie. Wiecie co mam na myśli…?
Kiedy po raz ostatnie przegraliśmy trzy spotkania z rzędu ? Nie wiem, pewnie nigdy. W każdym
razie nie byłem jeszcze wtedy świadomym kibicem Arsenalu i być może w ogóle nie byłem
świadomy bo to zdarzało się w historii naprawdę wiele razy.
W każdym razie…
W niedzielę czeka nas mecz w wielkich derbach Londynu. Mecz z Chelsea. Spotkanie
dzieciaków Wengera z petro-dolarowymi chłopcami od Abramowicza. Porażka praktycznie
pogrzebie nasze i tak już wyglądające z pod kupy liści i starych gazet „marzenia?” o powrocie
na tron. Jak mówią mając 10 punktów straty i cały grudzień przed sobą nikt nigdy jeszcze
mistrzostwa nie przegrał, ale takich, którzy potrafili by jeszcze zwyciężyć naprawdę nie zostało
już wielu.
Cieszmy się tymi chwilami, tak szybko odchodzą. Być może już w najbliższą niedzielę mając
trzynaście punktów straty do pieprzonej Chelsea będziemy na dnie i może nawet wciąż poza
wielką czwórką, ale nie wolno nam zapominać kim teraz jesteśmy.
Jesteśmy Kanonierami! Wstaniemy i będziemy walczyć.
Pojedziemy tam jako zespół i jako zespół poddamy się ocenie.
Boisko zweryfikuje gdzie dzisiaj jest Arsenal i dokąd zmierza ten sezon ale cokolwiek się stanie
nie wolno nam zapomnieć kim jesteśmy…