Archive for Listopad, 2010

Aston Villa vs ARSENAL Video

Posted by admin On Listopad - 29 - 2010ADD COMMENTS

Skrót spotkania z Villa Park. Cieszmy się materiałami video…tak szybko są blokowane :)

Aston Villa 2 – 4 ARSENAL

Posted by admin On Listopad - 28 - 2010ADD COMMENTS

Przez kilkanaście minut byliśmy liderem,  i mimo bramek Manchester’u United, które ostatecznie zepchnęły nas na drugie miejsce, to było cholernie miłe uczucie i chcę więcej!

The Telegraph

Po porażkach z Tottenhamem i Bragą to był mecz podwyższonego ryzyka. Przede wszystkim, Aston Villa w ostatnich sezonach specjalnie nam nie leżała. Po drugie, nie mogliśmy przegrać. Po trzecie, jeśli mamy zdobyć w tym roku mistrzostwo, a uwierzcie mi, że najwyższy już na to czas, wręcz należało zwyciężyć.

Mecz na Villa Park należał zdecydowanie do nas. Już w ciągu pierwszych 10 minut powinniśmy strzelić bramkę. Mieliśmy co najmniej kilka okazji, jednak za nic w świecie, piłka nie chciała wylądować w sieci. Im dłużej trwała gra, tym coraz mocniej dopadało mnie przeczucie, że znów coś może pójść tutaj źle, ale od czego mamy małego Rosjanina?

Fantastyczna bramka! Andriej jest typem gracza, jakich nazywam „Direct Player” Kiedy ma piłkę przy nodze i obrócony jest twarzą do bramki, przeciwnik nie może pozwolić mu wbiec w pole karne. W innym razie, nieszczęście gotowe. Zwód, strzał, gol. Spasiba Balszoje!

Kiedy Nasri podwyższył na 2-0 byłem spokojny o zwycięstwo. Oczywiście wiemy, że to spotkanie miało jeszcze swoją dramaturgię, ale koniec końców wywieźliśmy z ciężkiego terenu 3 punkty i jest nieźle. Chciałbym bezpośrednio wyróżnić za ten mecz Rosjanina i Nasriego. Samir nie miał łatwej roli, bo zastąpienie kontuzjowanego Fabregasa nie jest łatwym dla nikogo, ale kolejny raz pokazał, że w przyszłości możemy spać spokojnie…Gdyby sami wiecie co…

JEST MOC

Od co najmniej dwóch lat mówi się, że aby zostać mistrzem Anglii, na koniec ligi trzeba być przed Chelsea… W ostatnich dwóch sezonach, gdzieś, w czasie bezpośrednio poprzedzającym grudzień, traciliśmy do The Blues średnio po 8-10 pkt. Wiem, że jak dotąd nasza gra nie jest idealna, ale mam dziwne przeczucie, że kiedy w Boxing Day będziemy podejmować niebieskich na własnym obiekcie, będziemy na szczycie tabeli. Czego i sobie i wam życzę.

Za tydzień mamy u siebie Fulham i kolejne derby Londyny.

Trzymajcie się Kanonierzy. Do jutra.

PRZESILENIE…Braga 2 Arsenal 0

Posted by admin On Listopad - 25 - 2010ADD COMMENTS

Oglądając Kanonierów w spotkaniu z Bragą miałem wrażenie, że są myślami wszędzie tylko nie na boisku…Oglądając Kanonierów myślami byłem gdzie indziej…

To nie był najważniejszy mecz. Wynik był istotny, ale wystarczyło zejść z boiska z remisem, aby być w stu procentach pewnym awansu do fazy rupowej Ligi Mistrzów.

Przed wylotem do Portugalii zostawilismy w domu Robina i Andrieja, było więc jasne, że Boss chce wywalczyć ten awans oszczędzając kilku zawodników na spotkanie ligowe. Niestety…

CESC WYPADA NA 2 TYGODNIE

Pamiętacie jak gra się w Chińską Piłkę? Jeśli komuś teskno było za starymi, dobrymi lekcjami WF w mini salkach gimnastycznych, musiał czuć się podczas wtorkowej transmisji, jak w wehikule czasu. Kopanina. Tak jednym słowem można podsumować ten mecz. Kilku zawodników, którzy na codzień oglądają spotkania z poziomu ławki, mieli okazję pokazać Bossowi, że warto postawić na nich w najbliższą sobotę…Nie pokazali.

Aha, najważniejsze. Fabregas doznał kontuzji. Niespodzianka. Co prawda delikatnej, o ile takie wogóle mają miejsce, ale 2 tygodnie bez kapitana znaczą tyle, że już za dwa dni na Villa Park, będziemy liczyć na geniusz Jacka Wilshere’a. To prawda, że Cesc nie jest od dawna w swojej optymalnej formie, ale jego obecność na boisku, nawet w słabszej formie znaczy dla nas wiele.

NIKT NIE CHCE WYGRAĆ…BIERZMY TO!

Dwie porażki z rzędu poniesione przez Chel$ea. Tego nie pamietają nawet najstarsi. Nie wiem czy do naszych zawodników dotarła już ta świadomość, ale w tym roku król jest nagi, a my musimy schować mu majtki i sprawić, żeby szybko postanowił schować się w tłumie. Nie wiem jak to wogóle możliwe, że przegraliśmy już na własnym obiekcie z West Bromwich i Newcastle, a mimo to jesteśmy z dwoma punktami straty do lidera na 3 miejscu. To niewiarygodne. W każdym innym sezonie bylibyśmy już w drewnianej chatce. Dzisiaj szykujemy się do meczu z Aston Villą i biorąc pod uwagę to jak dobrze idzie nam w tym roku na wyjazdach,znów  mamy szansę zaatakować pozycję lidera.

CAMON GUNNERS !

PS. W sobotę przeciwko nam zagra w barwach Villi jeden z największych Kanonierów w historii…Robert „Bobby” Pires. Wypadałoby poświęcić mu kilka słów i obrazków, więc jutro coś dla tygrysów…

Koguty wydziobały nam serca. ARSENAL 2 Tottenham 3

Posted by admin On Listopad - 21 - 2010ADD COMMENTS

Jeśli nie wygrywasz spotkania 3-0, przegrywasz je 2-3. To stare siatkarskie powiedzenie pasuje idealnie do tego, co wczoraj popołudniu zafundował nam Arsenal w meczu z największym rywalem…

Chelsea Londyn otwiera dziś tabelę Premiership. W całej lidze występuje obecnie 5 zespołów ze stolicy, a w pierwszych czterech najwyższych klasach rozgrywkowych gra ich aż 15. Jednak ze wszystkich możliwych kombinacji, to Arsenal i Tottenham tworzą parę, której konfrontacje rozpalają kibiców najmocniej.

KONIEC ŚWIATA

W swoim życiu widziałem już porażki z Tottenhamem, które bolały. Widziałem również mecz z przed dwóch sezonów, kiedy to mimo prowadzenia 4-2 na pięć minut przed końcem, schodziliśmy z boiska z remisem i wszystko to przed własną publicznością. Po tamtym spotkaniu miałem nawet nadzieję graniczącą z pewnością, że już nigdy, niczego równie przykrego nie przyjdzie mi oglądać…

Arsenal prowadził wczoraj 2-0 do przerwy i był liderem ligi. W zasadzie, kiedy patrzyłem na schodzących do szatni piłkarzy Kogutów, to wyglądali tak, jakby każdy z nich wymagał psa przewodnika do pomocy. Było 2-0, ale mogło być więcej i powinno być w zasadzie pozamiatane. Nie wiem jak wytłumaczyć to co stało się w drugich 45 minutach, ale faktem jest, że niektórzy zawodnicy przestali grać. Wystarczyło dodać do tego nieco pecha i nieszczęście zaczęło pojawiać sie na horyzoncie.

Kiedy w końcówce meczu Younes Kaboul wpakował głową piłkę do bramki obok rozpaczliwie interweniującego Fabiańskieo myślałem, że zapadam się w kanapę i widzę ciemność. Pewnie mi nie uwierzycie, ale ta piłka leciała conajmniej minutę. Nie byłbym kibicem Arsenalu gdybym nie wiedział w tamtym momencie, że to już koniec. Wszystko co pozostało, to powolne minuty piłkarskiej śmierci i marnym pocieszeniem było to, że nie byłem z tym sam…

Arsenal nie przepuści okazji, żeby…przepuścić okazję.

Arsenal nie przegrał u siebie z Tottenham’em od 17 lat. Nie przegrał dwóch spotkań z rzędu na własnym boisku od 13 sezonów. Aż do wczoraj. Wszystko to stało się w momencie, kiedy dotychczasowy lider Chelsea robi wszystko, żeby oddać komuś prowadzenie w tabeli ( druga porażka z rzędu )

Za tydzień zagramy na wyjeździe z Aston Villą w barwach której być może zadebiutuje legenda Kanonierów Robert Pires. Jeśli chłopcy myślą, że pojadą tam i będzie wesoło, to mogą się bardzo mylić. Na Villa Park nigdy nie grało nam się łatwo, a we wtorek czeka nas jeszcze wyjazd do Portugalii na mecz z Bragą, którego stawką jest awans do 1/8 Ligi Mistrzów.

Czeka nas ciężki tydzień. Stay Tuned Gunners

Taka miłość się nie zdarza

Posted by admin On Listopad - 19 - 2010ADD COMMENTS

Północny Londyn, sobotnie popołudnie. Ulica prowadząca od stacji metra ‘Arsenal’ do Ushburton Grove będzie pełna jak przed każdym meczem The Gunners. Puding w papierowej foremce za jeden funt i ciemne piwo pite na chodniku przed pubem na rogu starego Highbury będzie smakowało jak zawsze. Jednak ten mecz,to jedno z dwóch spotkań w sezonie, nie będzie takie jak inne…

Derby z Tottenhamem. Konfrontacja z zespołem Kogutów dla przeciętnego kibica Kanonierów znaczy więcej niż każdy inny mecz. O animozjach pomiędzy oboma klubami i ich niewiarygodnych początkach już kiedyś pisałem, ale przed takim meczem jaki czeka nas jutro, warto pamiętać skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy.

JEDYNY TAKI

Mistrzostwo Anglii jest najważniejsze, bez dwóch zdań. Oddałbym każdy jeden punkt zdobyty na Kogutach, żeby móc na koniec maja wznieść srebrny puchar z wygrawerowaną nazwą ‘Arsenal’. Na szczęście takie podejście nie jest konieczne, bo tego co będzie jutro nie musimy się wyrzec. To jest pragnienie zwycięstwa, którego nic nie jest w stanie zmienić.

Jak zawsze rano przed spotkaniem, zjem jajka usmazone na boczku i popiję je marokańską kawą. Później, gdzieś od 11.00 będe udawał, że tak naprawdę się nie stresuję i że to zwykły, normalny mecz. Ale będzie inaczej. Ten dzień będzie nasz, więc te słowa jak nigdy skierowane sa do tych, którzy jutro o 13:45 będą wpatrywać się w ekran, albo zasiądą na stadionie.

Stand Up and sign…If You hate Tottenham Stand Up!

I pamiętajcie. Nie ma tutaj niczego złego. W tym jednym dniu można być dobrym człowiekiem i poprostu tak szczerze kogoś nienawidzieć…

Arsenal vs Tottenham

Sobota 13:45 …Canal + Sport HD

Kiedy w dziewięćdziesiątej piątej minucie meczu na Goodison Park Howard Webb kończył spotkanie, nikt z cieszących się na środku boiska piłkarzy Arsenalu nie mógł przypuszczać, że Chelsea podaruje nam jeszcze większy prezent…

FABIAŃSKI JAK ROLLERCOASTER

Poprostu Doskonały. Kolejny raz brakuje przymiotników, którymi można opisać występ Łukasza w meczu z Evertonem. Polak kolejny raz w ostatnich kilku dniach ( środa, mecz z wolverhampton ) wybronił Kanonierom zwycięstwo i chyba już nikt nie pamięta o klopsie jakiego zaserwował w konfrontacji z Newcastle w zeszłą niedzielę.

Jeszcze na 10 minut przed końcem meczu mógł znudzony rozglądać się po trybunach, ale właśnie wtedy zaczęło się słynne Happy Hour Evertonu, któremu nie oparł się w tym sezonie Manchester United. Niebiescy rzucili do ataku wszystkie siły i ciężko dzisiaj uwierzyć, że gdyby nie kilka fenomenalnych interwencji Łukasza, Arsenal utrzymałby zwycięstwo do końca.

skrót meczu

CHELSEA WYGWIZDANA…NARESZCIE !

Dzięki temu zwycięstwu Arsenal wyprzedził Manchester United, awansował na drugą pozycję w tabeli i  zmniejszył stratę do lidera ( chel$ea ) do 2 punktów. Nawet nie przypuszczałem, że ten weekend może być taki dobry. Zresztą, chyba nie tylko ja…

Londyńczycy przegrali u siebie z Sunderlandem aż 0-3 co bez wątpienia było ogromną sensacją. Jednak najlepszym widokiem wieczoru było oglądanie schodzących do szatni piłkarzy, którzy kryli głowy w koszulkach, przy głośnym  akompaniamencie gwizdów. Jeszcze kilka tygodni temu wskazanie mistrza Anglii wydawało się zadaniem dla dwuletniego dziecka. W niedzielę Chelsea poza punktami straciła chyba coś więcej…

Już za tydzień Arsenal zmierzy się w jednym z najważniejszych meczy sezonu z Tottenhamem Londyn. Wielkie derby północnej części Londynu zapowiadają się ostrrrro..

Bohater ostatniej akcji! Wolverhampton 0 Arsenal 2

Posted by admin On Listopad - 12 - 2010ADD COMMENTS

Jak wygrac spotkanie, w którym przez dziewięćdziesiąt minut nie zdobywa się bramki ? Można i to nawet 2-0!

To zazwyczaj wyglądało tak. Rozpoczynaliśmy grę, ja podawałem piłkę do tamtego gościa, a on biegł przez całe boisko i strzelał bramkę. Wszystko trwało 10 sekund, piłka była pożyczona, a my oboje mieliśmy po 9 lat i przetarte buty. BRAMKA, chwila radości i …decyzja sędziego. Sędziego, którym zazwyczaj był największy i najgrubszy koleś z drużyny przeciwnej. Gol nieuznany. Powód ?  Mniej ważny…Może poprostu kapitanowie obu drużyn nie uścisnęli sobie dłoni przed rozpoczeciem spotkania ??

Kiedy Chamakh pakował piłkę do siatki w 37 sekundzie spotkania z Wolverhampton miałem wrażenie, że gracze Wilków błagalnym wzrokiem próbują wymusić na arbitrze podobną decyzję. Mecz zaczął się najlepiej jak tylko mógł i kto śmiałby wówczas przypuszczać, że najbliższe 90 minut będzie najdłuższym okresem czasu w tym sezonie.  Poza kilkoma świetnymi okazjami na początku spotkania na podwyższenie wyniku, to Wilki przejęły kontrolę nad tym co działo sie na boisku. MIeliśmy swoje okazje, fakt…ale to oni mieli w oczach to coś.

Wszystko biegło więc jak w starym, dobrze znanym filmie. Była 94 minuta.Ostatnia z doliczonych.  Kolejne natarcie Wilków kończy się zablokowanym strzałem i rzutem rożnym. Kiedyś powiedziałem tutaj, że w takich sytuacjach należy wykopać piłkę i wsłuchiwać się w gwizdek sędziego.  W przeciwnym razie, jeśli ta znów wróci w twoje pole karne, a ty jesteś akurat w koszulce Arsenalu, KARMA znajdzie sposób, żeby ukarać cię po swojemu. Już ona to potrafi.

Piłka wróciła w nasze pole karne i…

Niewiarygodna interwencja i niewiarygodma akcja. 2-0, bramki w pierwszej i 94 minucie Chamakha!

To było najdłuższe 90 minut w tym sezonie. Ale co za moment ! Co za moment!!

Trzymajcie się Kanonierzy.

Może i kapturek był dzielny, a do tego działał w komitywie z gajowym, ale był taki moment tej historii, kiedy babcia miała naprawdę przechlapane…

BĘDZIE CIĘŻKO

Trzy dni po porażce z Newcastle na własnym boisku, Arsenal zmierzy się na Molineux Stadium z zespołem Wilków, który w ostatnich dwóch spotkaniach pokazał niewiarygodną siłę i pewność siebie. Wolves pokonali u siebie Manchester City, by kilka dni później, w meczu na Old Trafford przegrać z United dopiero po bramce straconej w 95 minucie.

To,że są w gazie, nie jest jednak najgorsze. W ostatnich tygodniach, nie wiadomo skąd, na lini Arsenal – Wolves  narosło wiele złych emocji. Szczerze mówiąc, nie chcę tutaj opowiadać kto zaczął i dlaczego to oni, ale nie zrobię tego przede wszystkim ze strachu. Wiem, że Karma nie jest po naszej stronie. Jesteśmy lepszym zespołem i powinniśmy to wygrać, ale w piłce nożnej, tym najdziwniejszym z dziwnych sportów gdzie sędziowie biegają z chorągiewkami, psychika odrywa pewną znaczącą rolę, a z tym my jesteśmy dziś trochę w czarnej, drewnianej d*pie.

LEPIEJ NA WYJAZDACH?

Legendarny trener Arsenalu George Graham powiedział dziś, że Kanonierom brakuje pewności siebie w meczach z o wiele słabszymi rywalami, na własnym obiekcie. Stwierdził, że w meczach wyjazdowych radzimysobie o wiele lepiej. Tak więc jak będzie? Ok, ok, ok…mam nadzieję, że będzie dobrze. Robin Van Persie powrócił, Fabregas odzyskuje formę a Łukasz…Musi być dobrze.

Trzymajcie się Kanonierzy.

PS.

Troszkę zaklinamy dziś los…na grafice przeciwko Wilkom umieściłem dziś chyba wszystkie największe gwiazdy Arsenalu z ostatnich lat. Potrzeba nam nieco mistycyzmu i mam nadzieję, że zatańczymy z nimi elegancko.

ARSENAL 0 Newcastle 1 Powrót Flapyhandskiego ?

Posted by admin On Listopad - 7 - 2010ADD COMMENTS

To było jedno z tych popołudni, które należy jak najszybciej wymazać z pamięci. W 89 minucie miałem poważną ochotę wyjść ze stadionu i jedyne co mnie powstrzymało to to, że znajdowałem się we własnym mieszkaniu. Mecz był frustrującym obrazem nieporadności, pecha i pomyłek w wykonaniu wszystkich graczy Kanonierów. Co by jednak nie powiedzieć, palmę pierszeństwa przyznać należy [ znów ? ] Łukaszowi Fabiańskiemu.

Bramka była trupem z szafy, którego Lukasz widywał już w swojej karierze w Londynie. Jak bowiem inaczej nazwać kolejny błąd przy dośrodkowaniu? Ok, żeby być fair, należałoby dodać, że Carroll wyskoczył niczym Jordan, ale tak czy inaczej, oglądanie tego jak nasz obrońca próbuje wybić piłkę toczącą się do pustej bramki (po takim zagraniu), co w konsekwencji mu się  nie udaje, było torturą.

Żenujące, okropne, poniżając…niby to tylko 11 kolesi, którzy zakładają jednakowe koszulki i poprostu gdzieś biegną, a  z założenia to nawet rzecz, która ma dostarczać wszystkim  rozrywki… jasne..

NASZ DOM JEST TWOIM DOMEM

Ten  mecz był jak zepsuty jogurt. Śmierdział z daleka, ale żeby ostatecznie przekonać się, że jest źle, należało wsadzić tam nos. Skoro nakopaliśmy im w Pucharze Ligi 4-0 i to  na ich stadionie, a ich bramkarz strzelił sobie samobuja głową, należało się spodziewać, że przyjadą tutaj napaleni jak Arab na kurs pilotażu,  a Karma może nie być po naszej stronie.

I co takiego się stało? Newcastle stworzyło raptem kilka okazji, przy w zasadzie jednym celnym strzale w światło bramki. Rozważanie czy Łukasz popełnił wtedy błąd nie ma już sensu. To był wielbłąd. Ale jeśli pierwsze 45 minut przechodzi się na stojąco winnych należy wskazać więcej.

W tym sezonie przegraliśmy już u siebie z West Brom. Dziś z Newcaste. Kiedyś oba zespoły dostawały rozwolnienia już w klubowym autobusie wyjeżdzając na prowadzącą do Londynu autostradę, a dziś poprostu okradają nas ze złudzeń. Złudzeń, że możemy śmiało walczyć o mistrzostwo Anglii.  Bez dwóch zdań jeśli jeszcze o czymś chcemy myśleć to do końca sezonu musimy u siebi pokonywać wszystkich podobnych średniaków.

NADZIEJA ?

Ponoć umiera ostatnia. Bez dwóch zdań nasza środowa wyprawa do Wolverhampton urasta niepotrzebnie do wagi tych, które trzeba wygrać, pomimo nienawiści jaka bez dwóch zdań w ostatnich miesiacach powstała pomiędzy oboma klubami.

Eh…Trzymajcie się Kanonierzy.

PS. Właśnie F ernando Torres wpakował drugą bramkę i Liverpoll prowadzi z Chelsea 2-0 do przerwy. Wygląda więc na to, że nasza strata do lidera się nie zwiększy ( 5 pkt ) ale chyba nie o to chodziło przed tym weekendem, prawda..?

MYŚLĄC O WYJEŹDZIE NAD MORZE…POPROSTU WDEPNĘLIŚMY W KAŁUŻĘ

Wyjazdowe spotkanie z Shachtarem w Doniecku w Lidze Mistrzów. To miało być zwycięstwo, trzy punkty i zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie. Co prawda zagraliśmy w nieco rezerwowym składzie, ale po zwycięstwie aż 5-1 w spotkaniu na Emirates wydawało się, że ten projekt ma szansę powodzenia. Niestety, nie tym razem. Mieliśmy świetny początek, ale po bramce Walcotta zespołowi odcięto prąd i do szatni schodziliśmy z wynikiem 1-2. Nie wiem co Boss powiedział piłkarzom w przerwie, ale bez względu na to czy były to groźby pozostawienia niektórych z nich na Ukrainie, czy też wizja pchania samolotu do Londynu, poskutkowało.

Graliśmy lepiej, szybciej i do przodu, ale niestety poza grą już nic się nie zmieniło.Tak naprawdę sama porażka nie martwi. Wciąż jesteśmy na pierwszym miejscu w grupie.

Przed nami wyjazd do Portugalii i spotkanie w Londynie z Partizanem, tak więc o awans powinniśmy być chyba spokojni…chyba.

SUPER DŁUGI WEEKEND

Przed nami coś co determinowało wystawienie w Doniecku piłkarzy w nieco wytartych garniturach. ( na pewno tak się to mówi ) Już jutro o 14.30 wrócimy na angielskie boiska i zmierzymy się z Newcastle w meczu, który jak zwykle musimy wygrać i który jak zwykle jest ważniejszy niż makaron w rosole i dopieczony kurczak więc godzina meczu nie będzie stanowić tutaj problemu. 

A co w środę? Kiedy my będziemy walczyć z przedostatnimi w tabeli Wolve’s, na stadionie miejskim w Manchesterze dojdzie do derbowego spotkania CITY & UNITED, a jak wiemy, w piłce nożnej rzadko zdarzają się mecze, w których wygrywają oba zespoły, więc  znów bedziemy patrzeć na to co robią inni …

Trzymajcie się Kanonierzy