…35 minuta. Malouda traci piłkę przed polem karnym. Fabregas podaje do Walcotta. Theo strzela, gol! 3-0 dla Arsenalu! Chelsea na kolanach…
10 maja 2009 Arsenal przegrał u siebie z Chelsea 1-4. W tamtym spotkaniu w pierwszej jedenastce wystąpiło 7 graczy z wczorajszego meczu. Wtedy, mimo niezłej gry, doznaliśmy bolesnej porażki. Wczoraj zobaczyliśmy doskonalszą wersję autorskiego pomysłu Bossa. Zespół, który na naszych oczach wrzucił trzeci bieg w wyścigu po Mistrzostwo Anglii.
SONG JAK Z NUT
Alex Song zagrał fantastyczne zawody. Zdobył bramkę na 1-0 i miał kilka kluczowych interwencji w defensywie, a całą swoją grą w środku pola przyćmił samego Franka Lamparda. A.W. przed spotkaniem mówił, że potrzeba nam prawdziwej bitwy. Szybkiego przejmowania piłki. Trzymając się tej retoryki Song był wczoraj gladiatorem.
44 min. Alex Song zdobył pierwszego gola dla Kanonierów.
Potrzebowaliśmy wielkiego zwycięstwa i wygraliśmy w wielkim stylu. Boss zaryzykował przy obsadzie kilku pozycji przed tym spotkaniem, ale te decyzje personalne okazały się strzałami w dziesiątkę.
Van Persie, który zmienił wczoraj w pierwszym składzie Chamakh’a, zagrał swój najlepszy mecz w tym sezonie. Zabrakło tylko jego bramki, ale i tak praca jaką wykonał przy golu Fabregasa na 2-0 była ogromna. Jeśli ktoś zaczął powoli wątpić w Holendra to powinien raz jeszcze obejrzeć jego zachowanie przy tym golu.
Walcott za Arshavina
Kolejny dobry ruch. Mimo tego, że Andriej jest zawodnikiem lubiącym wielkie mecze, w ostatnich miesiącach zawodził w spotkaniach z zespołami wielkiej czwórki. W meczu przeciwko Chelsea zobaczyliśmy ponaddto pomysł na ofensywne zapędy Ashleya Cole’a. Walcott na prawej stronie zmusił lewego obrońcę The Blues do siedzenia w tyle oraz uczestniczył przy dwóch golach Arsenalu samemu kończąc akcję z 53 minuty.
JUŻ DZIŚ Z WIGAN
Po wczorajszym remisie United na boisku w Birmingham dziś wieczorem musimy pokonac Wigan. Wygląda na to, że Boss da odpocząć kilku zawodnikom i od pierwszych minut powinniśmy zobaczyć Chamakha i Arshavina.
Trzymajcie się Kanonierzy !
Jeszcze kilka godzin i święta uznamy oficjalnie za rozpoczęte. Jeszcze tylko pierwsza gwiazdka. Z tej okazji, życzę wam wszystkim Kanonierzy zwycięstwa z Chelsea w poniedziałek, mistrzostwa Anglii w maju i spokojnych, rodzinnych dni.

Śnieg, który zasypał w sobotnie popołudnie Londyn sprawił, poza paraliżem komunikacyjnym, że spotkanie z Chelsea musimy koniecznie wygrać. Nie będzie żadnych wymówek. Gdybyśmy pokonali Stoke, a Manchester zgubił punkty w meczu z niebieskimi, moglibyśmy być nawet na pierwszym miejscu. Dzisiaj, mamy 2 punkty straty do lidera i mecz mniej do rozegrania. Zwycięstwo jest koniecznością. Ale nie chodzi tylko o to. Od 11 spotkań nie potrafimy pokonać nikogo z wielkiej dwójki, wiec to zwycięstwo doda nam niezwykłej pewności siebie. A ponieważ jestem człowiekiem wielkiej wiary, no i są święta, liczę, że Sunderland może odebrać w Boxing Day jakieś punkty piłkarzom Fergusona i może być naprawdę miło.
CZAS WYBACZANIA
W poniedziałek na stadion przy Ashburton Grove przyjedzie Ashley Cole. Człowiek dla którego zapach pieniędzy znaczył kiedyś więcej niż wartości rodzinne i pozostanie w miejscu gdzie się wychował. Pewnie powiedział też kilka słów za dużo i to wszystko razem sprawiło, że jest najbardziej znienawidzonym piłkarzem, który opuścił nasz klub.
Z okazji świąt Bożego Narodzenia w imieniu społeczności Arsenal Polska, wybaczam Ci Ashley!
Wesołych Świąt !!!
O 16.00 na Emirates Stadium Arsenal będzie miał szansę wrócić na kilkanaście godzin na pozycję lidera Premiership. Zwycięstwo nad STOKE zapewni nam spokojne święta i przygotowanie się do derbowego meczu z CHELSEA, który już 27 grudnia.
Czy można nie myśleć o FC Barcelonie ? Losowanie 1/8 Ligi Mistrzów przyniosło nam szansę na rewanż za ubiegłoroczną porażkę w ćwierćfinale. Choziaż do meczów pozostało jeszcze 2 miesiące, to spotkania rozpalają już głowy piłkarzy i ekspertów na całym świecie. Poniżej kilka ciekawych słów na temat tego dwumeczu…
LIGOWY OBOWIĄZEK
Trzeba pokonać STOKE. Kolejny raz okazało się, że w meczach z ligowymi gigantami nie idzie nam najlepiej i zaległości punktowe musimy odrabiać ze średniakami. Kiedyś takie mecze wygrywaliśmy jeszcze w szatni, ale dzisiaj powiedzieć, że nie ma już łatwych meczy, to nie powiedzieć niczego.
Zespół Tony’ego Pulisa w ostatnich dwóch latach to synonim słowa „problem”. Wystarczy wspomnieć ostatni rok i szokujące złamanie Arona Ramseya, którego sprawca Ryan Shawcross pojawi się dziś na stadionie przy Ashburton Grove. Dwa sezony temu Garncarze odebrali nam punkty przy Britania Stadium po meczu w rugby okraszonym golami prosto z boiska do koszykówki.
Nadzieję daje seria ostatnich pojedynków na własnym boisku. Kanonierzy dość łatwo uporali się ze swoimi rywalami, pokonując ich dwukrotnie w dwóch ostatnich latach. Trzeba wierzyć, że kryzys Londyńczyków na własnych smieciach już minął oraz, że mecz z United nie pozostawił wielkiego urazu.
Spotkanie będzie transmitowane na programie Canal+ Sport o 16.00
To miał b yć moment zwrotny w naszej drodze po mistrzostwo kraju. Po tym wszystkim co zostało powiedziane, Ji Sung Park za pomocą iście cyrkowej sztuczki, dał Manchester’owi United zwycięstwo nad Kanonierami.
W poniedziałek rano przez wszystkie brytyjskie gazety przewinęła się informacja, że w bramce Arsenalu zadebiutuje Wojciech Szczęsny.
Nie wiem kiedy Polak dowiedział się o tym fakcie, ale jeśli miał okazję przespać się z tą myslą, to ten mecz mógł przyśnić mu się właśnie w ten sposób.
Świetna gra. Rzut karny, którego broni i zwycięstwo dla Arsenalu…prawie robi jednak różnicę.
Z TAKĄ GRĄ W OBRONIE MISTRZOSTWA NIE ZDOBĘDZIEMY
To chyba tyle z jasnych punktów. I nie chodzi nawet o to, jak wyglądaliśmy wczoraj. Ktoś szalony mógłby dojść przecież do wniosku, że nasza defensywna piatka rozegrała całkiem niezłe zawody. Spotkanie było tak mdłe przez większość czasu, że po kilku kieliszkach wina, nie umiałbym sobie przypomnieć kilku klarownych szans stworzonych przez obie strony. A jednak pomimo podobnego zaangażowania w grę, to United zdobyło bramkę.
Kto wie jak zakończyłby się ten mecz, gdyby nie świetne interwencje Szczęsnego przy strzałach Rooney’a i Anderson’a. Bez wątpienia występ Polaka należy odnotować na plus. Był to jego ligowy debiut, którego miejsce wypadło w jaskini lwa, jednym z najgorętszych miejsc w Premierleague i Wojtek spisał się bardzo przyzwoicie.
Niestety ciężko mi zrozumieć, dlaczego Nani wciąż biegał wokół samotnego Clichy’ego skoro nie od dzisiaj wiadomo, że jest jednym z najlepszych asystentów w tym sezonie. Co gorsze, niejednokrotnie pozycja francuza dublowana była jeszcze przez Rafaela, a już przeciwko dwóm zawodnikom gra się niezwykle ciężko.
Do tego wszystkiego sprokurowany przez Gaela rzut karny i pół asysty przy straconej bramce. Można
by rozpływać się nad sposobem w jaki Koscielny w większości sytuacji radził sobie z Rooneyem, ale
fakt jest taki, że już Squillaci wyglądał w poniedziałkowy wieczór słabiutko.
WOJTEK DORÓSŁ, ALE CZY ARSENAL…
Był niczym Schmeichel. Interwencja przy sytuacji jeden na jednego z Andersonem była bardzo udana.
Bez żadnych wątpliwości można spać spokojnie, jeśli Łukasz Fabiański nie wykuruje się na sobotni
pojedynek ze Stoke i do bramki znów wskoczy 20 letni Polak.
Ale czy Kanonierzy mogą jeszcze w tym sezonie pokonać rywala z najwyższej półki? Na pewno trzeba
pamiętać, że z Chelsea, Manchesterem United i Liverpoolem graliśmy na wyjeździe. Kiedy przyjdzie
czas rewanżu, a ten zbliża się wielkimi świątecznymi krokami ( mecz z Chelsea już 27 grudnia ), będziemy gotowi.
Wiem, że tak samo jak nas, ta porażka mocno zabolała Bossa. Trzeba spojrzeć na jasną stronę. Już w
sobotę, jeśli pokonamy u siebie Stoke Tony’ego Pulisa, znów wskoczymy na fotel lidera. Co prawda
Man Utd będą mieć już dwa zaległe spotkania, ale przecież w niedzielę czeka ich wyjazd do niebieskiej
części Londynu, na mecz z Chelsea.
Cały ten miesiąc zapowiada się pasjonująco…wrrr..
Do zobaczenia
PS> Zapraszam do oddania głosu w ankiecie dotyczącej Wojtka i jego debiutu w meczu z United
Arsenal zagra z czerwonymi diabłami o pozycję lidera. Trudno wymarzyć sobie lepszy powód aby osłodzić smak poniedziałku…
Jeszcze raz o Lidze Mistrzów
Kiedy oglądałem spotkanie z Partizanem, moja zazwyczaj miękka kanapa kłuła mnie niemiłosiernie w tyłek. Po pierwszych 10 minutach można było zaobserwować, że to nie działa .
Van Persie wypełniający rolę Cesc’a był bardzo często pod grą, ale brakowało mu dłuższego utrzymania się przy piłce i przemieszczania się z nią po boisku. Jego współpraca z Chamakh’iem również pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą, od początku było praktycznie przesądzone, że zajmiemy w tej grupie drugie miejsce i z dobrego losowania nici.
Skoro o tym mowa… Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne przeczucie graniczące z pewnością, że w tym roku na naszej drodze stanie Real Madryt. Barcelona już była, czas na Real. Poza tym, spotkanie z Mourinho znów na angielskim terenie ? Bezcenne. Losowanie już w najbliższy piątek 17go grudnia.
Teraz już tylko Old Trafford
Wszystko co wydarzyło się w środę schodzi na dalszy plan z jednego powodu. Poniedziałek. W poniedziałek o 21.00 zagramy na Old Trafford z Manchesterem United . Mecz lidera z vice liderem ligi. Mecz na szczycie. Mecz o wszystko.
Pokonać United w poniedziałkowy wieczór byłoby wspaniałym wyczynem. W ostatnich sezonach mecze z diabłami nie wychodziły nam za dobrze i najwyższy czas przełamać tą passę. W drodze ku mistrzostwu to może być jeden z ważniejszych kroków. Cokolwiek stanie się w poniedziałkowy wieczór musimy spróbować…
Pomiędzy obiema ekipami dochodziło już do wielu bitew. Część z nich rozegrała się na boisku, część w bufecie. Mówcie co chcecie, ale to jest cholerny klasyk !
Ps video – do czasu meczu, zamierzam codziennie publikować filmy, przypominające najciekasze starcia pomiędzy „nami i nimi” Kolejność oraz dobór zupełnie przypadkowy.
Za 24 godziny zagramy o awans do najlepszej szesnastki Ligi Mistrzów. Z Partizanem liczy się tylko zwycięstwo oraz brak kontuzji dla kluczowych graczy. Potem pozostanie już tylko skupienie i odliczanie do poniedziałkowego szlagieru na Old Trafford…
Biorąc pod uwagę konieczność zainkasowania trzech punktów, mecz z Partizanem urasta do miana najważniejszego w tym sezonie. Wygrana zapewni nam awans. Prawdopodobnie na skutek dwóch wcześniejszych porażek nie uda nam się już zająć pierwszego miejsca w grupie (co teoretycznie dałoby nam łatwiejszego rywala w meczach 1/8), ale brak zwycięstwa i kwalifikacji byłby szokiem.
MYŚLAMI W TEATRZE MARZEŃ
Plan na jutro? Strzelić dwa, trzy szybkie gole i położyć sprawy do łóżka. Jak wspomniałem to bardzo ważny mecz, ale kiedy tylko uda nam się objąć bezpieczne prowadzenie, wszystkie myśli zostaną skierowane na poniedziałkową bitwę z Czerwonymi Diabłami na Old Trafford. Swoją szansę na spokojny spacerek przez park przegraliśmy na wycieczce do Portugalii. Gdyby z tamtego meczu udało nam się przywieźć choć jeden punkt, w jutrzejszym starciu Boss mógłby dać odpocząć kilku kluczowym zawodnikom. Sprawy potoczyły się jednak nieco inaczej i jutro spodziewam się zobaczyć mocne, elektryczne 45 minut. Miejmy nadzieję, że schodząc do szatni w przerwie, nasi najlepsi gracze udadzą się od razu pod prysznic…
Z obozu Kanonierów dochodzą pozytywne informacje na temat Koscielnego, który nabawił się wstrząśnienia mózgu w ostatnim meczu ligowym. Dobre zawody ze strony Robina Van Persie, Walcott’a oraz czyste konto z tyłu, to dodatkowy cel na ten swoisty Blitzkrieg planowany na Serbach. Miejmy nadzieję, że wszysto się uda…
Peace and Love
Bez wątpienia Samir Nasri był wczoraj jak Messi. Miał magiczne przyjęcie piłki i niewiarygodną szybkość, a sposób w jaki mijał obrońców i bramkarza był niesamowity… Fakt, że nie wygląda jak pingwin, działa tylko na jego korzyść.
Action Images
Po dwóch przegranych meczach z rzędu na własnym boisku, bez względu na wszystko, należało wyrwać Fulham zwycięstwo.
Początek meczu w wykonaniu Arsenalu był elektryczny, jak za najlepszych czasów. Każda kolejna akcja kierowana w kierunku bramki Fulham, siała bramkowe zagrożenie i kwestią czasu wydawała się zmiana rezultatu.
SAMIR NASRI PIERWSZY
14 minuta. Arshavin przejał bezpańską piłkę na przedpolu The Cottagers i pomknął w kierunku środkowych obrońców. Piłka trafiła do Samira i przez kilka sekund oglądalismy rewię na lodzie rodem z filmów o Gufim. Wydawało się, że wszyscy oprócz francuza poruszają się po rozlanym oleju. Niewiarygodne panowanie nad piłką. Fantastyczny gol.
GOALS CHANGE GAMES
Ile razy słyszeliśmy to stare angielskie powiedzonko? Wczorajszy mecz, był doskonałym przykładem takiego obrotu spraw. Do 30 minuty na boisku nie działo się nic poza atakami Arsenalu. Wtedy, po niegroźnej wydawało się akcji, dwójka środkowych obrońców The Gunners zdeżyła się głowami a Kamara wpakował po chwili piłkę do bramki. Niestety nie wyglądało to tak zabawnie, jak brzmi, bo Laurent Koscielny wylądował w karetce, i dziś wiemy, że ze wstrząśnieniem mózgu opuści kilka, może kilkanaście, dni treningu.
Od tego momentu Arsenal stracił tempo i nastrój gry. Nic nie wyglądało już tak jak do tej 30 minnuty. Podania stały się mniej dokładne a gracze Fulham coraz częściej zaczęli myśleć, że można tutaj coś ugrać dla siebie. Kto wie, jak zakończyłoby się to spotkanie gdyby nie Fabiański, który w końcówce pierwszej części znakomicie wybronił strzał kamary w sytuacji 1 na 1.
NASRI DRUGI
75 minuta. Nasri rozpoczyna akcję w środku pola. Piłka wędruje do Arshavina, potem do Van Persiego, a na końcu znów do Nasriego. Ten jest już w polu karnym. Mija dwójkę obrońców, bezradnego Schwarzera w bramce, i wykonując kolejny piruet a’la Nasri, pakuje nas do pociągu zmierzającego wprost na pozycję lider. 2-1!
To było bardzo ważne zwycięstwo. Znakomity początek grudnia. Wraz z remisem Chelsea i odwołanym przez śnieg meczem Manchesteru, ten rezultat dał nam pierwsze miejsce w tabeli. Już w środę powalczymy o awans do najlepszej 16tki w Europie, podejmując w Lidze Mistrzów Partizan, a w kolejny weekend mecz wyjazdowy z Manchester United.
Zapowiada się niesamowity grudzień, którego ukoronowaniem będzie świateczne spotkanie na Emirates z Chelsea.
trzymajcie się Kanonierzy! Jesteśmy liderami !
Rzadko widuje się tak dobre rzeczy. Ogromna ilość szacunku dla grupy Arsenal Poland i Gunners.com.pl za stworzenie tej kompilacji ze szczególnym uwzględnieniem MUZYKI!
Listopad w wykonaniu Kanonierów był pełen wzlotów i upadków. Były momenty fantastyczne, ale też pełne lęku i trwogi, jak wtedy, gdy po 17 latach ponieśliśmy porażkę z Tottenham na własnym obiekcie…
Dość słów. Wszystkim tym, którzy są zawiedzeni, że Arsenal Polska nie przedstawił swojej relacji ze zwycięskiego meczu przeciwko Wigan, we wtorkowym boju o półfinał Curling Cup, ślę w przeprosinach ten filmik.
subiektywne podsumowanie listopada 2010
Co więcej Kanonierzy? Grudzień przed nami.
Jesteśmy w półfinale Pucharu Ligi, a dziś o16.00 zmierzymy się na własnym boisku z Fulham Londyn. Kolejne derby w tym sezonie, które musimy wygrać. Jest szansa wspiąć się na szczyt tabeli już dzisiaj więc wykorzystajmy ją!
Cheers !!!