Archive for Luty, 2011

Sześć lat bez…

Posted by admin On Luty - 26 - 2011ADD COMMENTS

21 maja 2005 roku Facebook nie wyszedł jeszcze poza obszar Stanów Zjednoczonych, Tomasz Adamek pokonał w walce o Mistrzostwo Świata wagi półciężkiej  Paula Briggsa, a na pierwszym miejscu amerykańskiego Billboardu widniał singiel Gwen Stefani „Hollaback Girl”. Tego dnia, na Walijskim Millenium Stadium w Cardiff, Arsenal pokonał po rzutach karnych Manchester United i zdobył Puchar Anglii, najstarsze trofeum piłkarskie świata… nasze ostatnie.

Sześć lat oczekiwań dla klubu takiego jak Arsenal to stanowczo zbyt długo, ale jednocześnie to oczyszczająca, ucząca pokory przerwa, która zapewniła wielu z nas lekcję dojrzewania u boku ukochanej drużyny.

Dla klubu takiego jak Arsenal zdobywanie pucharów bywa momentami, które wyznaczają pewne epoki. Nic nie jest dane raz na zawsze. Żyjemy w wielkich czasach dla Kanonierów, ale ten  moment musi zostać zaznaczony jakimś sukcesem.

Od sześciu lat nie wygraliśmy niczego.

Piłkarze odchodzili, ale my wciąż jesteśmy z zespołem. Nikt nie skusił nas większymi pieniędzmi, samochodami bez dachów i jachtami na morzu śródziemnym. Czy można przyrównać to do miłości, do lojalności? To jest szacunek. Dla barw, dla historii, dla nazwy…

Jutro o 17.00 wybiegniemy z tunelu prowadzącego na najsłynniejszy stadion świata, aby spotkać się z zespołem Birmingham City. Magia Pucharów sprawia, że staniemy naprzeciw ekipy, która w obecnym sezonie zajmuje dopiero 15 miejsce w tabeli.

Celebracja

Dzisiaj nadchodzi czas nagrody. Za 60 000 ludzi na stadionie w każdą sobotę, za łzy, krzyki radości. Trwaliśmy karmieni ideałami, ale ten czas dobiega końca. Nadchodzi moment.

Wembley nadchodzimy! Camon ARSENAL!!!

Arsenal vs Stoke …20.45

Posted by admin On Luty - 23 - 2011ADD COMMENTS

Dzisiaj o 20.45 Arsenal zagra zaległy mecz ligowy ze Stoke City. Odrabiamy zaległości, eh odrabiamy…

Mamy naprawdę dobre humory po pokonaniu Barcelony i niczym niezmącone przeświadczenie, że już niedługo, po powtórzonym meczu z Leyton Orient, spotkamy się z Manchesterem United w walce o półfinał Pucharu Anglii.

Ten sezon zapowiada się więc świetnie. Oczywiście fakt, że nadal jesteśmy w walce o 4 trofea nie zapewni nam żadnego z nich na koniec rozgrywek, ale z punktu widzenia miłośnika Arsenalu, nie można było marzyć o niczym innym.

Jeśli dziś pokonamy Stoke City, znajdziemy się punkt za Diabłami. Myślę, patrząc na ostatnie sezony, że kiedy poczują na plecach nasz oddech pomyślą, że mamy coś w okolicach listopada… na pewno nie luty!

Trochę o United

Taka Karma. Kiedy piłeczki z nazwami drużyn grającymi jeszcze w najstarszych piłkarskich rozgrywkach na świecie ruszyły w nienawistną, szaleńczą pogoń za ślepym losem, coś mi mówiło, że trafimy na United. Oczywiście musimy jeszcze pokonać w powtórzonym meczu zespół Leyton, ale wszystko zmierza do wielkiego spotkania na Old Trafford. Pytanie tylko, kto kogo teraz boi sie bardziej …

Co słychac u nich ?Już niedługo będą się spotykać z Liverpoolem i Chelsea na wyjazdach. Do tego mecz z nami w Pucharze Anglii ( miejmy nadzieję) i rewanżowa potyczka z Marsylią, za którą musimy dziś trzymać kciuki.  Oj gorąco, gorąco… a my dołozymy im do pieca po swojemu. Iha !

Wracając do tego co dziś, to w druzynie Arsenalu zabraknie Robina van Persie i Koscielnego. Nie wiem kogo Boss desygnuje do biegania na szpicy, ale patrząc na formę Chamakh’a z ostatnich tygodni, możemy spodziewać się Bendtnera. Na pewno będzie to ciężki mecz, jak zawsze ze Stoke, ale wszystko co mamy do zrobienia, to zwycięstwo i tego się trzymajmy.

Dalej Kanonierzy !

Robin, Arshavin, Barcelona…

Posted by admin On Luty - 17 - 2011ADD COMMENTS

To był jeden z najwspanialszych wieczorów na Emirates Stadium w całej jego historii. Fc Barcelona przyjechała do Londynu by zarezerwować sobie bilety na maj, kiedy na stołecznym Wembley rozgrywany będzie finał Ligi Mistrzów i zaprosić piłkarzy Arsenalu na wycieczkę do Katalonii. Zamiast tego, wsiadali do samolotu z bagażem dwóch bramek, a Victor Valdes stojąc w kolejce do odprawy,  starał się stać tak blisko słupka jak to tylko możliwe. Za późno…

To było wielkie zwycięstwo. Kiedy Andriej Arshavin wykończył fantastyczną akcję całego zespołu i w 83 minucie wyprowadził Arsenal na prowadzenie, świat jakby na chwilę się zatrzymał.

To był moment, który może zbudować ten zespół na lata. Moment, jakiego potrzebowała drużyna, która w połowie lutego jest wciąż w walce o wszystkie cztery trofea, a już 27 lutego zagra w finale o pierwsze z nich.

CAMON ARSENAL!

60 000 ludzi, którzy przyszli wczoraj na stadion dopingowali zespół jak chyba nigdy wczesniej przy Ashburton Grove. Wiem, że do Hiszpanii pojedzie nas duża grupa i mam nadzieję, że nie pozwolą zapomnieć w trakcie tych trzech tygodni tego, jak walczyć z Barceloną.

Wczoraj Jack Wilshere pokazał, że wśród wszystkich mistrzów świata jacy biegali po boisku, on mimo 19 lat, jest im wszystkim równy. Fenomenalnie wychodził spod pressingu i rozgrywał piłkę. Takiego zawodnika brakowało nam w ostatnich latach.

Triumf Bossa

Powtórzę słowa jednego z ekspertów. To zwycięstwo to nie tylko wygrana Arsenalu FC, ale również Arsena Wengera. Boss pokazał, że wymawianie mu braku nakładów finansowych na zakup bramkarza nie ma sensu. Przez lata w szkółce kanonierów dorastał ten, którego dzisiaj media na całym świecie nazywają nowym Schmeichelem. W środku pola zagral 19 latek. Wychowanek klubu. Przyszła gwiazda…nie, gwiazda już dziś.

Zespół wyszedł zagrać przeciwko Barcelonie, przeciw której wszystkie drużyny na świecie starały się paraliżować grę. Arsenal zagrał swoje. Nawet jeśli przez większość momentów tego starcia piłkę posiadali Oni, to i tak Kanonierzy pokazali na czym polega naprawdę ofensywny futbol.

Piłka to nie tylko podawanie jej między sobą. Czasem to wola zwycięstwa. A ta była wczoraj po stronie The Gunners.

Nigdy wcześniej w historii Premiership drużyna, która prowadziła do przerwy 4-0, nie straciła zwycięstwa. Po takim show mamy pełne prawo czuć się źle. Na prawdę źle.

Emocje opadły. Może dzięki temu co wydarzyło się kilka godzin później na Molineux ( porażka Manchesteru United z ostatnim w tabeli Wolve’s) odbiór tego spotkania jest nieco łagodniejszy, ale dla nas, kibiców Arsenalu, to wciąż jest porażka. Niby remis, a jednak porażka.

Analiza tego…czegoś..

Dosyć już obwiniania Diaby’ego. Dosyć nazywania sędziego Doubt’a najgłupszym arbitrem w historii, choć bez dwóch zdań jest Cunt’em jakich mało.  Dosyć psioczenia na brak szczęścia, kopiących nas rywali i beznadziejną murawę na St Jameses Park.

Dzięki czemuś niewiarygodnemu, co możnaby nazwać magią futbolu, pomimo najgorszych 45 minut w historii piłki, zbliżyliśmy się do Manchesteru o jeden punkt. Dacie wiarę?

To czego doświadczyliśmy musi zostać za nami. Nie wiem czy zapisanie się w historii angielskiej piłki odciśnie się na naszej psychice równie mocno jak pierwsza porażka w tym diamentowym sezonie na psychice United, ale miejmy nadzieję, że ten weekend jednak przekujemy w coś dobrego. Przegrało United, przegrała Chelsea…

Przed nami…

Trzy ligowe spotkania na własnym stadionie.  Z Wolve’s, Stoke City i Sunderland. W tym samym czasie, United spotkają się w derbowym boju z City, wyjadą do wracajacego na właściwe tory Liverpool’u i na zawsze ciężki stadion DW by zagrać z walczącym o utrzymanie Wigan.

Musimy skasować 9 punktów i spokojnie obserwować co będzie. Jeśli będzie dobrze, znajdziemy się na szczycie tabeli.

I kto wie…może będziemy tam stać, w glorii zwycięstwa w finale Curling Cup i odprawieniu z kwitkiem slynnej Barcelony?

he he he

trzymajcie sie Kanonierzy. Głowa do góry!

Fernando Torres w Chelsea za 50 mln funtów. Świat zwariował już dawno..Rusek zwariował już dawno…W piłkarskiej Anglii powariowali już dawno, a jednak to mnie zadziwia!

Zaufajcie mi. Pisanie o tych kleksach jest ostatnią rzeczą jaką chcę tutaj robić, ale w kontekście zamkniętego okna transferowego ten ruch jest najistotniejszy.

Dwa lata temu The Reds zapłacili za „El Ninho” 27 milionów funtów ekipie Atletico Madryt. Dzisiaj, po jednym z najgorszych sezonów w karierze piłkarz, który na mistrzostwach świata był cieniem samego siebie, odchodzi do rywala z Londynu za kwotę o 13 mln wiekszą.

Ok, mówcie co chcecie, ale piłkarze to nie wino. Oni, po przekroczeniu magicznego wieku, z każdym kolejnym sezonem sa już tylko gorsi. Torres ma 27 lat i z niebieskim podpisał umowę na 5 lat. Czy w grającej toporny futbol drużynie ten wirtuoz potrafi jeszcze się odrodzić?

Jasne. Chelsea to wielokrotni mistrzowie Anglii, którzy w ostatnich latach potrafili dokopywać nam z precyzją  iście laserową, ale fakt pozostanie faktem. To gruboskórne dinozaury piłki, których trenuje koleś mogący z powodzeniem dublować kogokolwiek z rysunkowego serialu „sąsiedzi”, a większość zawodników mogłaby z powodzeniem występować w Koloseum. Porównując ten schemat z odnoszącym w ostatnich latach największe sukcesy hiszpańskim stylem prowadzenia druzyny trzeba dojść do wniosku, że…

POSZEDŁ TAM DLA KASY, A KASĘ TO ONI TAM LUBIĄ

Wracając do nas, to zagramy o 20.45 z Evertonem. W bramce stanie Wojtek, ale i tak informacją dnia powinno być to, ile tygodni pauzował będzie SAMIR.

Mam nadzieję, że na konferencji po wygranym meczu, Boss powie coś więcej i że będą to newsy optymistyczne. W końcu co jak co, ale móc liczyć na Nasriego w konfrontacji z Barceloną …bezcenne