21 maja 2005 roku Facebook nie wyszedł jeszcze poza obszar Stanów Zjednoczonych, Tomasz Adamek pokonał w walce o Mistrzostwo Świata wagi półciężkiej Paula Briggsa, a na pierwszym miejscu amerykańskiego Billboardu widniał singiel Gwen Stefani „Hollaback Girl”. Tego dnia, na Walijskim Millenium Stadium w Cardiff, Arsenal pokonał po rzutach karnych Manchester United i zdobył Puchar Anglii, najstarsze trofeum piłkarskie świata… nasze ostatnie.
Sześć lat oczekiwań dla klubu takiego jak Arsenal to stanowczo zbyt długo, ale jednocześnie to oczyszczająca, ucząca pokory przerwa, która zapewniła wielu z nas lekcję dojrzewania u boku ukochanej drużyny.
Dla klubu takiego jak Arsenal zdobywanie pucharów bywa momentami, które wyznaczają pewne epoki. Nic nie jest dane raz na zawsze. Żyjemy w wielkich czasach dla Kanonierów, ale ten moment musi zostać zaznaczony jakimś sukcesem.
Od sześciu lat nie wygraliśmy niczego.
Piłkarze odchodzili, ale my wciąż jesteśmy z zespołem. Nikt nie skusił nas większymi pieniędzmi, samochodami bez dachów i jachtami na morzu śródziemnym. Czy można przyrównać to do miłości, do lojalności? To jest szacunek. Dla barw, dla historii, dla nazwy…
Jutro o 17.00 wybiegniemy z tunelu prowadzącego na najsłynniejszy stadion świata, aby spotkać się z zespołem Birmingham City. Magia Pucharów sprawia, że staniemy naprzeciw ekipy, która w obecnym sezonie zajmuje dopiero 15 miejsce w tabeli.
Celebracja
Dzisiaj nadchodzi czas nagrody. Za 60 000 ludzi na stadionie w każdą sobotę, za łzy, krzyki radości. Trwaliśmy karmieni ideałami, ale ten czas dobiega końca. Nadchodzi moment.
Wembley nadchodzimy! Camon ARSENAL!!!










