Pozwólcie mi to powiedzieć na początek. Barcelona to znakomita drużyna. Mimo mojej dezaprobaty do nazywania jej najlepszą w historii przez niektórych( Lepszą od Realu Di Stefano, Benfiki Eusebio, Manchesteru United Matta Basby’ego?), jest zespołem przeciw któremu grać 11 na 11 jest niezwykle ciężko.
W pierwszej połowie siedli na nas. Ilekroć odbieraliśmy piłkę, po wymianie kilku podań ta znów trafiała do nich. Jednak pomijając strzał Adriano w słupek z naprawdę ostrego konta, nie potrafię sobie przypomnieć klarownej sytuacji strzeleckiej do momentu błędu Cesca. Śmiem wierzyć, że w każdej innej sytuacji Fabregas wykopałby tę piłkę daleko w trybuny i do przerwy byłoby 0-0. Ale wtedy, tam na boisku stal się zakładnikiem własnej przeszłości i kto wie, może własnego przeznaczenia. Nie mógł w obliczu 100 tysięcy ludzi wykopać tej piłki w trybuny..?
Druga połowa zaczęła się nieco inaczej. Wyszliśmy do przodu i już w pierwszej sytuacji Busquets wpakował piłkę do swojej bramki. Znowu byliśmy w kolejnej rundzie, a Barcelona do awansu potrzebowała dwóch goli. Możecie mówić co chcecie, że patrzę na świat przez swoje Kanonierskie okulary, ale nawet gdyby Katalończycy wyrównali, to mielibyśmy dogrywkę. Ciężko, patrząc na konsekwencje z jaką graliśmy w pierwszej połowie zrozumieć, że potrafiliby zdobyć dwie bramki. Zwłaszcza przy tak dysponowanym Almunii. Ciężko również zaprzeczyć, że nie ma zespołu na świecie, który potrafi grać w takim tempie przez 90 minut, a co dopiero 120…
Trzeba również pamiętać, że w dwóch ostatnich spotkaniach z nimi, kończyliśmy o wiele lepiej niż oni…
I wtedy stało się coś co trudno zrozumieć mi również w świetle poranka po kilku dniach przerwy. Ta czerwona kartka była czymś totalnie niezrozumiałym. Fabregas zagrał piłkę, Robin ją opanował i popędził na bramkę. Wtedy chorągiewka poszła w górę, a Busacca zagwizdał. Sekundę później Robin oddał strzał w kierunku interweniującego Valdeza. Sekundę później. Ani na moment nie stracił z oczu piłki, ani na moment nie zwątpił w to, że nie jest na spalonym.
Wiemy co było dalej. Na ten temat powiedziane zostało już wszystko. Żenuje mnie podwójna moralność kibiców Barcelony, którzy opowiadają o poprawności tej decyzji. Skoro bowiem ona była z duchem gry, to pytam się co powinno się stać z poniższą trójką dusicieli i co mówią o tym przepisy? Co mówią również przepisy o prowokowaniu, a niczym innym jest przebiegnięcie z bramki 40 metrów aby dołączyć do reszty dusicieli ( Valdez ) ?

Massimo Bussaca sędziował Hiszpańskim zespołom 29 razy. W tym czasie nigdy, żaden z nich nie przegrał. To tylko przypadek, ale jest to bardzo ciekawa statystyka.
Na koniec powiem tylko, że ten wynik nie zasmucił mnie tak, jak powinien. Wszystko przez to, że od około 60 minuty byłem gotowy na porażkę. Tak jak wtedy w 2004 roku w Paryżu. Czekałem z tym wpisem kilka dni, ale mój ogląd sytuacji jakoś się nie zmienia.
Trzymajcie się kanonierzy. O 18.00 gramy w 1/4 Pucharu Anglii z Manchester United.
Wiemy jak ważny to mecz. W tej chwili, dzisiaj, najważniejszy…