Archive for Marzec, 2011

23.03. O Arsenalu w urodziny.

Posted by admin On Marzec - 23 - 2011ADD COMMENTS

Zamykam oczy i nabieram powietrza patrząc na trzydzieści jeden świeczek na urodzinowym torcie. Popije go winem. Ten sezon jeszcze się  nie skończył. Wszystko przed nami. 9 meczów do zagrania, 27 punktów do zdobycia, Mistrzostwo Anglii do zgarnięcia. Musimy tylko uwierzyć… Zdmuchuję…

Czeka nas kilka wielkich spotkań. Zagramy z United i Liverpoolem u siebie oraz Tottenhamem na wyjeździe. Oczywiście, patrząc na nasze dokonania w tym sezonie, moglibyśmy się obawiać… Przegraliśmy z Chelsea i United. Nie daliśmy rady Tottenhamowi, West Brom i Newcastle w meczach przy Ashburton Grove. Nasze osiągnięcia w wielkich meczach od dwóch lat przysparzają mi bólu głowy. A jednak, choć brzmi to dzisiaj jak żart, mimo pięciu punktów straty do Manchesteru, zwycięstwo w meczach, które są przed nami, da nam Mistrzostwo bez względu na wszystko.

Najlepsze w tej szalonej teorii jest to, że wcale nie musimy wszystkiego zwyciężyć. Oczywiście pod warunkiem, że Diabły również będą gubić punkty. Najbliższa okazja już po przerwie na reprezentacje. Kiedy my będziemy podejmować Blackburn, United zagrają na wyjeździe z West Ham.

Trzymajmy kciuki za „młoty”.

Ostatnio jeden mój kolega ( pozdro Lucek ) przyszedł  pokopać piłkę w czapeczce zimowej West Hamu. Jeśli za 10 dni ekipa Granta pokona United, drugą uszyję mu na drutach…

Pozdrowienia Kanonierzy

Na zimno o Barcelonie…

Posted by admin On Marzec - 12 - 20115 COMMENTS

Pozwólcie mi to powiedzieć na początek. Barcelona to znakomita drużyna. Mimo mojej dezaprobaty do nazywania jej najlepszą w historii przez niektórych( Lepszą od Realu Di Stefano, Benfiki Eusebio, Manchesteru United Matta Basby’ego?), jest zespołem przeciw któremu grać 11 na 11 jest niezwykle ciężko.

W pierwszej połowie siedli na nas. Ilekroć odbieraliśmy piłkę, po wymianie kilku podań ta znów trafiała do nich. Jednak pomijając strzał Adriano w słupek z naprawdę ostrego konta, nie potrafię sobie przypomnieć klarownej sytuacji strzeleckiej do momentu błędu Cesca. Śmiem wierzyć, że w każdej innej sytuacji Fabregas wykopałby tę piłkę daleko w trybuny i do przerwy byłoby 0-0. Ale wtedy, tam na boisku stal się zakładnikiem własnej przeszłości i kto wie, może własnego przeznaczenia. Nie mógł w obliczu 100 tysięcy ludzi wykopać tej piłki w trybuny..?

Druga połowa zaczęła się nieco inaczej. Wyszliśmy do przodu i już w pierwszej sytuacji Busquets wpakował piłkę do swojej bramki. Znowu byliśmy w kolejnej rundzie, a Barcelona do awansu potrzebowała dwóch goli. Możecie mówić co chcecie, że patrzę na świat przez swoje Kanonierskie okulary, ale nawet gdyby Katalończycy wyrównali, to mielibyśmy dogrywkę. Ciężko, patrząc na konsekwencje z jaką graliśmy w pierwszej połowie zrozumieć, że potrafiliby zdobyć dwie bramki. Zwłaszcza przy tak dysponowanym Almunii. Ciężko również zaprzeczyć, że nie ma zespołu na świecie, który potrafi grać w takim tempie przez 90 minut, a co dopiero 120…

Trzeba również pamiętać, że w dwóch ostatnich spotkaniach z nimi, kończyliśmy o wiele lepiej niż oni…

I wtedy stało się coś co trudno zrozumieć mi również w świetle poranka po kilku dniach przerwy. Ta czerwona kartka była czymś totalnie niezrozumiałym. Fabregas zagrał piłkę, Robin ją opanował i popędził na bramkę. Wtedy chorągiewka poszła w górę, a Busacca zagwizdał. Sekundę później Robin oddał strzał w kierunku interweniującego Valdeza. Sekundę później. Ani na moment nie stracił z oczu piłki, ani na moment nie zwątpił w to, że nie jest na spalonym.

Wiemy co było dalej. Na ten temat powiedziane zostało już wszystko. Żenuje mnie podwójna moralność kibiców Barcelony, którzy opowiadają o poprawności tej decyzji. Skoro bowiem ona była z duchem gry, to pytam się co powinno się stać z poniższą trójką dusicieli i co mówią o tym przepisy? Co mówią również przepisy o prowokowaniu, a niczym innym jest przebiegnięcie z bramki 40 metrów aby dołączyć do reszty dusicieli ( Valdez ) ?

Massimo Bussaca sędziował Hiszpańskim zespołom 29 razy. W tym czasie nigdy, żaden z nich nie przegrał. To tylko przypadek, ale jest to bardzo ciekawa statystyka.

Na koniec powiem tylko, że ten wynik nie zasmucił mnie tak, jak powinien. Wszystko przez to, że od około 60 minuty byłem gotowy na porażkę. Tak jak wtedy w 2004 roku w Paryżu. Czekałem z tym wpisem kilka dni, ale mój ogląd sytuacji jakoś się nie zmienia.

Trzymajcie się  kanonierzy. O 18.00 gramy w 1/4 Pucharu Anglii z Manchester United.

Wiemy jak ważny to mecz. W tej chwili, dzisiaj, najważniejszy…

Przed nami naprawdę istotne dni w walce o wszystko co do wygrania w tym sezonie. Czas zapomnieć o Wembley. Tego już nie ma. Zresztą…, mam nadzieję, że znajdziemy się tam w tym roku raz jeszcze… a może dwa?

W sobotę gramy w lidze z Sunderland’em. Jeśli wygramy będziemy mieć punkt straty do Manchesteru United, co bez wątpienia, po ich porażce z Chelsea, otworzy nam szansę na szybkie objęcie prowadzenia w lidze. Jeśli Diabły stracą punkty w niedziele w Liverpool’u wszystko, co jeszcze niedawno wyglądało na nierealnie, znów będzie w naszych rękach. (Wow!)

Mamy kłopoty, to prawda. Wczorajsze 5-0 z Leyton Orient w Pucharze Anglii sprawiło, że wylizaliśmy nieco rany po niedzieli, ale nie przeceniajmy tego. To był tylko zespół z 3 ligi i chodź ta wygrana dała nam mecz z United w ćwierćfinale, co zawsze pachnie jak świeża bagietka o poranku, to najważniejsza próba dopiero się zbliża. Przed nami 3 bardzo ciężkie i ważne mecze, od których zależy nasza przyszłość w tym sezonie.

W sobotę o 16 Czarne Koty u siebie. We wtorek Barcelona AWAY, i ten mecz będzie ogromnie prestiżowy i ważny. Jeśli pokonamy w dwumeczu Blaugranę, stanie się jasne, że możemy wygrać w tym sezonie mistrzostwo Anglii i, że jesteśmy, co dziś brzmi jak żart, głównym kandydatem do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. W końcu kto pokonuje Blaubelebele, staje się nim z automatu… Na koniec tego tripletu(?) mecz wyjazdowy z Man.U w rzeczonym już meczu o awans do najlepszej czwórki.

Finał tegorocznej Ligi Mistrzów rozegrany zostanie na… Wembley.( jak finał Pucharu Anglii oczywiście ) Czy to przypadek? Cytując klasyka: Jeśli oddałbyś wszystko, naprawdę wszystko, nawet porażkę z Birmingham zeszłej niedzieli, żeby wyjść z boju z Barceloną  zwycięsko, a potem jakimś cudownym zdarzeniem losu trafić na Wembley ponownie i wygrać, to siądź spokojnie i się wyluzuj… swoje już zrobiłeśJ

Trzymajcie się Kanonierzy i smacznego tłustego :)

Koniec świata i o jeden dzień dłużej…

Posted by admin On Marzec - 1 - 2011ADD COMMENTS

24 godziny po jednym z najgorszych doznań w moim życiu kibica sprawiły, że nabrałem do wszystkiego nieco dystansu. Ochłonąłem. Nie chcę czekac dłużej, bo mogłoby się okazać, że całkowicie się zblazuję i będę się starał wymazać pewne rzeczy z pamięci…chociaż wiemy, że to niemożliwe.

Dlatego chciałbym w kilku punktach przedstawić swoje myśli o wszystkim co miało miejsce. W inny, mniej zorganizowany sposób, nie byłbym w stanie tego zrobić…

Dlaczego do tego doszło?

Nie da się zaprzeczyć – Arsenal wie jak to zrobić. Nie był to pierwszy finał w historii przegrany z niżej notowanym rywalem, ani na pewno ostatni. Swindon 69, Ipswich 78, West Ham 80, Luton 88. To wszystko były ciosy i wszystkie bolały. Co najlepsze, nie był to finał przegrany w najbardziej szokującym stylu. Kto pamięta bramkę z połowy boiska, strzeloną w ostatniej minuty dogrywki ! Finału Pucharu Zdobywców Pucharów Europy!! 1995, pomiędzy Arsenalem i Zaragozą ten wie…

Ale dlaczego ??!

Problemy z całym blokiem defensywnym kanonierów są znane nie od dziś. Wiemy też, że bycie fanem The Gunners przygotowało nas na to wcześniej. Wiem o tym ja, wie Nick Hornby i wiecie wy…

Wojtek czy Koscielny

Na stronie talk sport.co.uk, 84 procent ankietowanych uznało, że to Francuz odpowiada za całe zdarzenie. Podobnie twierdzi bohater wczorajszego meczu, bramkarz Birmingham Scot Carson.  Czy to ma sens? Wojtek tam był. Może kiedyś opowie o cały zdarzeniu tak chętnie, jak udzielał się po obronieniu kilku strzałów w meczu z Barcelonom. I nie zrozumcie mnie źle. Strasznie mi go żal, bo uważam, że nie zasłużył sobie na to niczym. Wierzę też, że to go nie ruszy i poprowadzi nas w tym roku do jakiegoś sukcesu.

Bez fabregasa nie jesteśmy tacy sami.

Gol z 90 minuty to nie wszystko. Graliśmy źle. Brak kapitana był nadto widoczny w pierwszej połowie i niestety trzeba przyznać, że na dziś, bez niego, nasza gra nie jest taka sama. Nie mamy zastępcy.

Co dalej ?

Nie wiem. Po prostu nie wiem. Gramy w środę z Leyton w Pucharze Anglii. Na swoim boisku. Musimy wygrać. Potem liga i Barcelona. Jeśli wierzyć w prawo KARMY, wygramy w tym roku mistrzostwo Anglii i Ligę Mistrzów, bo po takim czymś wszechświat się zachwiał.

No i pamiętajmy, że jesteśmy ARSENALEM. Zniesiemy wszystko.