Archive for Maj, 2011

Trochę o wszystkim

Posted by admin On Maj - 15 - 2011ADD COMMENTS

Manchester United został mistrzem Anglii, ja zostałem ojcem, a Arsenal zakończył szósty rok zmagań bez żadnego trofeum. Taki był ten sezon. Pełen sprzeczności i pewnie wielu dziwnych skojarzeń, ale ja wolę nazwać go najbardziej zaciętym w historii Premier League. Przynajmniej w ostatnich latach. Najlepsze w nim jest to, że dla wielu z nas, on wciąż się toczy, a dzisiejszy mecz Liverpoolu z Tottenhamem zapowiada się jak prawdziwa petarda.

Na podsumowanie tego co się stało zArsenalem pozwolę sobie przed ostatniom kolejką. Ciekaw jestem jak zakończymy zmagania przed własną publicznością i czy jesteśmy już w stanie totalnego wypalenia, myślami na wakacjach, czy stać nas na miłe i ładne dla oka  3-0 z nie walcząca już o nic Villą?

Przed nami lato transferowe. No jasne, bo co nam zostało. Do prawdziwego końca sezonu w Europie jeszcze kawałeczek, a na szczycie tego malinowego tortu leży wisienka, której smak, miejmy nadzieję, wynagrodzi nam wszystko co ominęło nas, a na co każdy z osobna subiektywnie przed tym sezonem liczył. Mecz na Wembley. Barcelona – Manchester United.

Czy to dzisiaj dwie najlepsze drużyny na świecie? Przedstawiciele Czy może to po prostu najlepsza drużyna na świecie, grająca piłkę kosmiczną i ktoś, kto reprezentuje całą zgraję pościgową, reprezentowany całkiem przypadkiem przez zespół wyłoniony za pomocą swoistych  play off’ów.   Dowiemy się niebawem, a na refleksję nad tym co dzieje się w Europie również przyjdzie czas podczas upalnego lata, kiedy leżąc z laptopem gdzieś w cieniu bananowca, będę oddawał się ekstazie pisania.

Dzisiaj, pozwolę sobie na dwa słowa na temat zgoła daleki od tego, co dziej się w Anglii. Zamykane stadiony, mordobicia na finale pucharu Polski i ogólnokrajowa dyskusja. Nie chcę zagłębiać się w politykę, dlatego ograniczę się do zdarzeń jakie miały miejsce podczas ostatniego meczu Wisły Kraków z Lechem Poznań. Oto grupa oszołomów, nie wiedzieć czemu przywdziewająca na co dzień szaliki w klubowych barwach, zawłaszcza sobie prawo do nazywania się prawdziwymi kibicami. Dzieje się tak, kiedy w rzeczywistości są to bezmózgie człekokształtne twory, pełne wynaturzeń i szympansich zachowań gwiżdżą i terroryzują grupę tych, prawdziwych oddanych klubowym barwą fanów, którzy w decydujących momentach meczu zaczynają dopingować swoją drużynę, wbrew temu, co wymieniona wyżej banda kretynów uznała za swego rodzaju protest przeciwko zamykaniu bandytów w więzieniach i karaniu tolerujących przestępstwa na swoich stadionach klubów.

Ta grupa, odseparowana od rzeczywistości, będąca mieszaniną tworów zajmujących miejsce na najniższym cywilizacyjnym szczeblu, stara się zastraszyć mnie i podobnych mi ludzi, którzy z czystym sumieniem chcą iść, i kulturalnym dopingiem wspomóc swój zespół. A na to nigdy nie będzie zgody. Won od naszego sportu CHAMY!

To miał bycz mecz, który określi nasz sezon. Mecz, który miał być bezpośrednim starciem o mistrzostwo Anglii. Jeszcze 4 tygodnie temu, jeszcze 2 tygodnie… jeszcze na White Hart Lane, gdzie nadzieja, choć słaba jak nigdy wcześniej, jeszcze się tliła.

Dzisiaj, w kontekście udowadniania kto jest najlepszy na wyspach, to jest już spotkanie wyłącznie o honor. Ale w szerszej perspektywie, jest co najmniej kilkuwymiarowe.

Musimy dokopać United. To pierwszy wymiar. Zespół musi do końca walczyć o 3 miejsce, bo rywale za plecami nie śpią, a utrata podium i konieczność rozgrywania meczów eliminacyjnych do Ligi Mistrzów, byłaby czymś fatalnym. To wymiar drugi.

Ale jest ich więcej. Nick Bendtner, Denilson, Eboue, Arshavin. O tych zawodnikach mówi się, że w mijającym właśnie sezonie nie popełnili żadnego progresu. O niektórych nie mówi się w zasadzie nic, nawet tego. Tak więc dla nich, szczególnie dla „małego Rosjanina”, ten ostatni duży mecz tego sezonu, będzie ostatnią okazją do pokazania kłów.

Cesc Fabregas. Czy jest jeszcze z nami, czy już gdzieś na patio w Barcelonie?

Pytań jest wiele, ale na nie przyjdzie jeszcze czas kilka minut po ostatnim kopnięciu tego sezonu. Dzisiaj zagrajmy dla nas. Zagrajmy również, w co nie mogę do końca uwierzyć, dla rywala z za miedzy, dla Chelsea. Jeśli pokonamy dziś United, stanie się jasne, że porażka w ich bezpośrednim spotkaniu z Chelsea, zepchnie ich na drugie miejsce w tabeli. Stanie się coś, co jeszcze w lutym, przy 15 punktach straty, było rozpatrywane w charakterze cudu.

Dla nas to nie istotna, dla ligi i kibiców piłkarskich na całym świecie też. Pewnie również dla Pepa. Związać United walką w lidze… bezcenny handicap. Zdobyty w fotelu, w białych rekawiczkach. Nawet nie trzeba kłaść się na ziemi z grymasem bólu na twarzy, i nikt nie musi się zrywać do sędziego w ułańskim biegu po czerwoną kartkę… No, ale to nie o tym.

Zagrajmy po prostu  dla siebie!