Archive for Czerwiec, 2011

Juan Mata i Arsenal. Cesc jest na rzeczy?

Posted by admin On Czerwiec - 27 - 2011ADD COMMENTS

Juan Mata i Cesc Fabregas to dwa najgłośniejsze nazwiska dnia. Pierwszy został ogłoszony nowym celem jaki Arsenal zamierza sprowadzić tego lata na Emirates. Drugiego tradycyjnie kusi Barcelona. Podobno ostatecznie…

juan mata arsenal kraków

Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość o 18 milionach funtów jakie Arsenal zamierza wydać, aby w przyszłym sezonie przy Ashburton Groove biegał grający na co dzień w Valencii Hiszpan. Podobno szykowany jest on na zastępcę CESC’a FABREGAS’a, którego klub zamierza sprzedać do Barcelony, jeśli tylko ta zaproponuje oczekiwane 40 mln, co sugeruje dziś Londyńska BBC.

Ok, pozwólcie mi być szczerym. Juan Mata i Cesc Fabregas to dwaj zupełnie inni piłkarze. Arsenal, jeśli tylko straci swojego kapitana, będzie potrzebował piłkarza umiejącego regulować grę w środku boiska, umiejącego przyspieszyć na dwóch metrach, kreatywnego, starodawnego, ryzykującego, silnego… Jednym słowem, potrzebny będzie nowy CESC.

Juan Mata to nie nowy CESC. To stary, dobry Juan, z którego Arsenal mógłby mieć ogromny pożytek, ale na miłość boską,nigdy nie zastąpi Fabregasa!

Naprawdę ciężko znaleźć mi dziś piłkarza, którego widziałbym w butach CESCA, ale to zadanie jest o tle trudniejsze, że odejście kapitana może pociągnąć za sobą zmianę taktyki. Gdybym jednak miał wskazywać… to byłby to JACK WILSHERE.

Co jeszcze o Hiszpanie? Tym nowym ?

Kiedy Boss wydawał ogromne pieniądze na J.A.Reyesa kilka lat temu, a ten uciekał potem z Londynu pod pretekstem uczulenia na deszcz, słabej wątroby i niemogącej się przełamać nienawiści do smażonej kaszanki sądziłem, że już nigdy do Ilsington nie trafi żaden Hiszpański wirtuoz. Przynajmniej nie po to, aby kopać piłkę. ( ach te bary tappas ).

Co zatem zrobi Boss?
Na koniec stary dobry DENILSON. Przyjaciele z le-grove.co.uk postanowili pomóc klubowi w sprzedaży zawodnika, wystawiając go na Ebay. Opis produktu nie odstraszył nawet kilku chętnych, którzy zapragnęli mieć na własność zawodnika z, cytuję… SUPER STYLED LEGO HAIRCUT:)
Więcej jutro

PS. W temacie GERVINHO i całej reszty, jak zwykle cisza. Typowe

Szokujący start, tabloidy i smażone jajka.

Posted by admin On Czerwiec - 19 - 2011ADD COMMENTS

To była upalna niedziela. Na wyspach jajka, smażona kiełbasa, pieczarki, pomidor, fasola w pomidorach i tost. Jeśli jesteś szczęściarzem i zamawiasz to późne brytyjskie śniadanie po dwunastej, możesz liczyć na orzeźwiający kufel Guinnesa. Do tego łapiesz w rękę stos brytyjskich popołudniówek, najdroższych i najbardziej sprzedajnych gazet na świecie, których plotkarska natura spotęgowana tylko kiedyś przez Ruperta Mardocka każe im pisać o transferach nim te w ogóle jeszcze zakiełkują w głowach dyrektorów sportowych.

Zanim o tym co w prasie, wypadałoby wspomnieć o początku sezonu, który wedle nowego terminarza zapowiada się niczym u Hitchcocka. W pierwszej kolejce udamy się do Newcastle, gdzie w minionym sezonie wykonaliśmy połowę ( dosłownie ) roboty, i jest jeszcze coś do udowodnienia. Potem mecz u siebie z Liverpoolem i wyjazd do Manchesteru. Miód, maliny i chyba najcięższy początek jaki pamiętam, mając jeszcze w między czasie eliminacje Ligi Mistrzów. No zobaczymy…

TABLOIDY

Na pierwszy ogień weźmy DAILY MIRROR. To tam zakiełkowała idea, wskazująca Davida Ville jako tego, którego poświęci Kataloński klub aby sfinalizować transfery Fabregasa, Sancheza i Rossiego. Nie wiem co za fantasta wyobraził sobie, że oto PEP sprzeda najlepszego zawodnika ostatnich Mistrzostw Świata, wielkiego golleadora, podając za powód braki w budżecie… Totalna bzdura.

Tak samo wielka, jak cytowana przez wszystkich informacja z News of the World, donosząca o 60 mln funtów, jakimi dysponował będzie tego lata Boss. Stary dobry Rupert… I ja, i wy, znamy Bossa i wiemy, że nawet możliwość zafundowania Kanonierom własnego statku kosmicznego nie spowoduje wydania takiej sumy w trakcie jednych wakacji.

Dalej mamy standardowe kilka słów o tym, że chcemy zatrzymać CESCA, że Barcelona chce go za wszelką cenę, ale nie aż tak dużą jak sobie wyobrażamy, i że na razie nic się nie wydarzyło, ale już są w samolocie z torbą pieniędzy i niedługo wylądują w Londynie. Ciekawe czy wiedzą, że nie ma takiego miasta… Londyn?

Podobno piłkarz Schalke, niejaki Jose Manuel Jurado, jest wymieniany w gronie potencjalnych zastępców Fabregasa na Emirates. Świetny zawodnik, bez dwóch zdań. Jedyna rozsądna myśl, która przychodzi mi teraz do głowy to, że nie wyobrażam sobie naszej linii pomocy oskubanej z kapitana w tej samej konfiguracji nazwisk co teraz. Song, Wilshere, Nasri…

Poza tym, nic nowego w temacie Gervinho, Samby, Cahilla i innych wydawałoby się już zakupionych graczy. Znając życie, najbliższy tydzień przyniesie nam nieco więcej informacji i kto wie, może pierwszy poważny kontrakt.

Ok… tymczasem każde kolejne stuknięcie klawiatury budzi, a przynajmniej tak mi się wydaje, moją śpiącą córeczkę, która nie wie jeszcze jak ważną rzeczą jest Arsenal i jak ważnym okresem będzie to okno transferowe. Tak więc koniec. Jutro poranne gazety, w odróżnieniu od dzisiejszych, przyniosą nam zapewne całą porcję konkretów.

Do jutra.

Wszystko wskazuje na to, że GERVINHO będzie graczem Arsenalu! Źrodła mocno zbliżone do zespołu podają, że finalizacja rozmów nastąpi w ciągu najbliższych kilku dni. 27 letni zawodnik zwiąże się umową z zespołem z Emirates na 4 lata za sumę odstępnego oscylująca w granicy 11 mln funtów.

mayarsenal krakow arsenal maya gervinho blog fanklub

Świetna wiadomość. Choć zazwyczaj staram się nie puszczać tutaj nie sprawdzonych informacji, to te dotyczące piłkarza rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej, wydają się prawie pewne…

Kolejnym graczem, który nim kogut wstanie siedem razy ( co? ) stanie się zawodniekiem Arsenalu, wydaje się być Chris SAMBA. Potężny jak skała obrońca Blackburn ma być odpowiedzią Bossa na problemy defensywy Kanonierów z zeszłego sezonu. Zawodnik będący obecnie na wakacjach, ma w najbliższych dniach powrócić do kraju, aby ustalić ostatecznie warunki kontraktu.

W sprawie letniej operki, czyli transferu CESCA do Barcelony, wiemy tyle, że sam zainteresowany zabrał głos w sprawie, okazując pełen szacunek i przywiązanie do zespołu. W przeciwieństwie do tego co widzimy tego lata ( Nasri ) … eh.

Puki co, sprawy nie posunęły się ani o milimetr w żadną stronę poza faktem, że teraz piłka jest już centralnie po stronie Barcelony. Jeśli chcą naszego kapitana, powinni wyjść z za kotary i zaoferować tyle, ile należy się za mistrza świata i jednego z najlepszych piłkarzy globu. Bez powoływania komisji złożonej z zawodników Barcelony, bez angażowania ojca, bez żadnych jaj.

Jeśli go chcecie, po prostu przyjdźcie tutaj z 40 mln euro i powiedzcie to otwarcie.

Jak zwykle więcej jutro…

Chyba wiemy co z NASRIM i FABREGASEM, ale Clichy…

Posted by admin On Czerwiec - 14 - 2011ADD COMMENTS

Nasri i Fabregas są bez wątpienia w planach Wengera na przyszły sezon. Ufam managerowi, stąd moje założenie, że nie sprzeda El Capitana oraz, że uda mu się podpisać z Nasrim nowy, kilkuletni kontrakt. Sprawy jak zwykle mogą potoczyć się zgoła odmiennie od moich oczekiwań, ale jak na razie Boss opowiada o swoich planach i tego się trzymajmy.

Zgoła odmiennie wygląda sytuacja z Gaelem Clichym. Jego kontrakt, podobnie jak umowa NASRIEGO, również wygasa w przyszłym roku, więc jeśli nie chcemy dopuścić do jego odejścia za darmo, musimy sprzedać go już teraz. O ile zatem w powyższych przypadkach Boss zabrał głos i wiemy przynajmniej cokolwiek, o tyle nasz lewy obrońca pozostaje całkowicie pomijany w rozmowach.

Może to świadczyć tylko tyle, że Boss całkowicie stracił nadzieję na nakłonienie go do podpisania nowej umowy, a może po prostu stracił nadzieję co do jego gry…?

Tak czy inaczej, na horyzoncie pojawiają się dwa nazwiska. Jose Enrique z Newcastle, będący odkryciem poprzedniego sezonu w Premierleague, oraz Layton Baynes z Evertonu.

Gervinho najbliżej ?

Od wczoraj wiemy, że Boss porozumiał się z LILE w sprawie kupna skrzydłowego/napastnika Gervinho, i że rozmowy idą w dobrym kierunku. Podobno, kontaktowaliśmy się również z władzami Shahtara Donieck, a przedmiotem rozmów jest brazylijski rozgrywający Willian. Tutaj częścią umowy miałby być wędrujący w drugą stronę Denilson.

Jak zwykle więcej powinniśmy się dowiedzieć pod koniec tygodnia, także do jutra.

Uwielbiam piwo, włoską kuchnię i angielską piłkę. Kocham Arsenal. Uważam, że Oasis są najlepszym bandem w historii, a Jamie Oliver prawdziwym kozakiem. Myślicie, że to normalne?

OK, dość personalnych wycieczek. Od jakiegoś czasu zanosi się na to, że to lato będzie jednym z najgorętszych w ostatnich czasie. 6 lat bez trofeów. Hello…!?

Jak na weekend w środku czerwca, biorąc pod uwagę, że okno oficjalnie otwiera się pierwszego lipca, ruch mamy całkiem spory.

Dzisiejszy Mirror donosi, że Arsene Wenger jest stosunkowo spokojny w kwestii Samira Nasri. Podobno klub i sam zainteresowany znaleźli w końcu wspólny język, a zakończenie tej krótkiej sagi ma nastąpić w najbliższych dniach. Z drugiej jednak strony wspomniane źródło donosi, że CESC jest już na ewidentnym wylocie z ARSENALU, a Boss stracił cierpliwość i motywację do kolejnych prób zatrzymania go na Emirates. Jeśli Barcelona wyłoży na stół sumę przybliżoną do 40 mln funtów, DEAL stanie się faktem.

Komentarz? Od początku jestem przekonany, że odejście CESCA w tym lecie jest bardzo możliwe, ale zależy również od determinacji samej Barcelony. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie Samira i Fabregasa opuszczających nas w tym samym momencie, a im dłużej o tym myślę, to przestaję sobie wyobrażać nawet odejście Hiszpana…

Gael Clichy jest podobno na celowniku Liverpoolu, a mając na uwadze, że odrzucił już w kwietniu propozycję nowego kontraktu, wydaje się to bardzo prawdopodobne. Kwota jaka wisi w powietrzu to około 5 mln funtów, co za zawodnika, który za rok będzie mógł odejść za darmo, wcale nie jest tak małym kosztem.

Sami przyznacie, że dodając do tego Bendtnera, Denilsona, Almunię, Traore i Velę, o których odejściu słyszymy od dawna, to dzieje się naprawdę sporo. Nie wszystkie rzeczy są pozytywne, ale chyba dobrze, że coś w ogóle się dzieję.

Wśród zawodników jacy znajdują się na celowniku Arsenalu, najwięcej mówi się o wzmocnieniu defensywy. Źródła podają, że najbliżej jesteśmy porozumienia z piłkarzem Blackburn, czyli Christopherem Samba. Gdyby do tego założyć odejście Gaela, to bez wątpienia zakontraktujemy kogoś na lewą obronę, bo pozostawienie sobie jedynie Kierana Gibbsa nie wchodzi w grę. Tutaj z kolei wśród potencjalnych celów wymienia się Leytona Baynes’a z Evertonu.

Oczywiście, mamy również kilka nazwisk na pozycje ofensywne, ale skoro ciężko nam przewidzieć co stanie się jutro w kwestii obecnych graczy, pozostawiam te sprawy swojemu biegowi. Nie plotkujmy. Nie w niedzielęJ

Do jutra.

CESC FABREGAS, historia prawdziwa

Posted by admin On Czerwiec - 7 - 2011ADD COMMENTS

Odkąd Cesc Fabregas stał się w Londynie piłkarzem światowego kalibru, Barcelona zapragnęła go z powrotem u siebie. Dowiedzieliśmy się zatem o jego katalońskim DNA, o marzeniach jego ojca, o tym o czym sam CESC marzy, ale przez skromność nie chcę powiedzieć oraz o tym, jak to brutalnie Arsenal wykradł im młodziana, a teraz zwyczajnie nie chce oddać i więzi.

cesc fabregas arsenal barcelona hiszpania polska kraków taktyka

Kiedy w 2003 roku Londyńczycy kupowali Fabregasa, zapłacili za niego około 250 000 euro. Była to suma symboliczna, a ów transfer doszedł do skutku głównie dlatego, że to Arsene Wenger zaproponował młodemu rozgrywającemu miejsce w zespole i szansę na piłkarski rozwój.

Cesc chciał grać wtedy w piłkę, a w jego macierzystym klubie nikt profesjonalnego kontraktu mu nie zaproponował.

W owym czasie w Barcelonie nocnemu życiu oddawali się tacy imprezowicze jak Kluivert , Cocu, Saviola, Luis Garcia czy Edgar Davids, że o Xavim, czy grającym wtedy okazjonalnie Inieście nie wspomnę. Na ich czele stał jednak król balang i dryblingu, uważany za najlepszego wtedy piłkarz globu, niejaki  Ronaldinho.                                                                                                                                         ( barcelona z sezonu 2003/2004 )

arsenal polska barcelona taktyka pes 2011 kraków

Jak widać na załączonym obrazku gołym okiem, próżno było szukać miejsca w pierwszej jedenastce dla takiego młokosa jak FABREGAS. Co gorsza, w rezerwie sytuacja nie wyglądała lepiej, a na kadrę pierwszej drużyny napierała już cała horda wychowanków barcelońskiej La Masia, pełnej talentów potencjalnie równych FABREGASOWI, a może i talentem go przewyższających.

Kiedy po młodego piłkarza zgłosił się Arsene Wenger, Prezes Laporta oddał mu wychowanka za przysłowiowy worek piłek nie dlatego, że brakowało mu akurat do zamknięcia budżetu, ale dlatego, że zwyczajnie w młodego fabregasa nie wierzył i przyszłości w Barcelonie dla niego nie widział.

Dzisiaj, po ośmiu latach od tamtego zdarzenia, CESC stał się piłkarzem wybitnym. Dorastając u boku takich wirtuozów jak Henry i Bergkamp, przesiąkł kulturą gry i stylem typowym dla Londyńczyków, stając się częścią wielkiej historii Arsenalu oraz po latach gry w biało czerwonych barwach, jego kapitanem.

Dzisiaj, po ośmiu latach, Barcelona przypomniała sobie o niechcianym piłkarzu i na łamach prasy oraz za pośrednictwem wszystkich mieszkańców Katalonii, od piłkarzy po przydrożnych sprzedawców kebabu, wzywa go do powrotu.

Kiedy dzisiaj,  gdzieś pomiędzy jednym a drugim piwem, zasypując się orzeszkami i solonymi chipsami, będziemy się przekrzykiwać, spierając się o losy transferowe CESCA pamiętajmy, że cokolwiek się stanie, to u nas dojrzał jako piłkarz i jako człowiek. To u nas zdobył mistrzostwo kraju i po latach gry, przywdział opaskę kapitana. To tutaj, wokół niego zbudowano zespół, którego centralną postacią stał się na naszych oczach i to tutaj, cokolwiek się stanie w tym oknie transferowym, powiemy mu kiedyś:

Żegnaj CESC, Arsenal na zawsze pozostanie twoim domem.

Niedzielna spowiedź…

Posted by admin On Czerwiec - 5 - 2011ADD COMMENTS

Szybka, letnia, transferowa, niedzielna spowiedź z tego, co dzieje się w naszym świecie, gdzie niebo jest czerwone a trawa biała

No dobra. Od trzech dni zażywam tabletki z kodeiną, które mają pomóc mi w mojej walce z zapaleniem krtani, więc jeśli za chwilę napiszę coś słabego, to wiecie czemu.

W zasadzie ten tekst miałem już przygotowany, ale skasowałem go jakieś 10 sekund temu. Musicie mi uwierzyć, to był świetny tekst. Kawał dobrego dziennikarstwa internetowego, odkrywający wszystkie nieznane fakty dotyczące Fabregasa i Barcelony. Po prostu go skasowałem… ach, kodeina…

OFICER PRASOWY BARCELONY ZNÓW ZABIERA GŁOS

Xavi. Ten koleś już dawno otrzymał miano „cunt’a” sezonu. We wczorajszych wydaniach hiszpańskiej prasy rozgrywający Katalończyków opowiada, jak to Cesc chcę zjawić się w Barcelonie, a jedyną przeszkodą jest 50 mln euro w połączeniu z kiepską sytuacją finansową klubu.

Jasne. Muszę przyznać, że miałem nadzieję, iż tego lata obejdzie się bez tej całej żenującej parady graczy Barcelony. Zaczęło się niewinnie, bo od ukradzionego obrazka z naszej szatni, ale mam przeczucie, że skończy się jak ostatnio.

A co do Cesca? Sunday Mirror informuje, że Boss skrócił właśnie wakacje, aby zająć się sprawą kilku graczy o nierozwiązanych sprawach kontraktowych. Jeśli wierzyć dziennikarzom tego szanowanego wydania plotkarskiego, to 40 mln funtów będzie sumą, której tym razem AW nie odrzuci, a przyszłość CESCA jest już w Barcelonie.

Sprawa jest pewna. Oni go chcą, on chce tam grać, i prędzej czy później tam zagra. Czy tego lata? Czy zostanie z nami jeszcze na rok? Czy jako kapitan powinien opuszczać zespół po sezonie rozczarowującym jak nigdy ? Bez żadnego trofeum? Zobaczymy. Nie chcę na razie mówić wam o swoich przeczuciach, ale cokolwiek się stanie, będzie tego lata ciekawie.

ARESNAL IN and OUT

NICKLAS BENDTNER potwierdził właśnie słowa swojego ojca, i agenta jednocześnie, o stuprocentowym opuszczeniu Kanonierów tego lata. Podobnie ma się sprawa z DENILSONEM. Obaj zajmują chyba dwa czołowe miejsca na liście najbardziej wyśmiewanych i znienawidzonych graczy, więc teoretycznie nie powinno być problemu.

Kiedy ich odejście stanie się faktem, poświecę jedną z kolumn tego bloga, na kilka słów i filmików, starając się pokazać chłopaków w nieco innym świetle. Nie zapominajcie, że obaj są Kanonierami i wiem to po prostu, że kochają ten klub całym sercem.

Tymczasem poza wspomnianą dwójką jest jeszcze sprawa Samira NASRI, ale co do niego jestem akurat spokojny i czekam tylko na podpisanie nowej umowy.

Wieczorem, po meczu Polski z Argentyną, postaram się zebrać myśli i napisać dwa słowa o swoich wyobrażeniach na temat zastępców dla wymienionej dwójki uciekinierów.

Tymczasem czas na tabletkę…

O tym co było…plusy, minusy i takie tam.

Posted by admin On Czerwiec - 2 - 2011ADD COMMENTS

Ten sezon przede wszystkim był do dupy. Szósty rok bez trofem w klubie o tak rozbudzonych ambicjach, to stanowczo za dużo. Czwarte miejsce w lidze, oddane jakby bez walki, po kampanii, która zapowiadała bój do samego końca o najwyższe cele, to skandal. Przegrany finał Pucharu Ligi, z późniejszym spadkowiczem, zespołem Birmingham, i to w stylu jakby żywcem wyciągniętym z Nicka Hornby’ego, to totalny kataklizm. Jeden, jedyny punkt, zdobyty w spotkaniach z Tottenhamem w lidze, to powód do wstydu i frustracji… Gdzie dzisiaj jesteśmy?

Czy mam analizować dalej? Czy tutaj w ogóle jest miejsce( i czas ) na jakąkolwiek analizę? Kilkanaście dni po zakończeniu sezonu, w którym tak naprawdę wsławiliśmy się tym, że jako pierwsza drużyna w historii Premiership, nie potrafiliśmy utrzymać zwycięstwa, wychodząc z szatni po przerwie przy wyniku 4-0 na tablicy świetlnej?

Fragmentami Arsenal wyglądał całkiem dobrze, to prawda. Jak wtedy, gdy pokonaliśmy Barcelonę na Emirates, po meczu niczym z kreskówki o japońskich bohaterach, w stylu jakim nie dokonał tego nikt od blisko 3 lat. Na zasadach Barcelony, podejmując grę do przodu i po prostu będąc tamtego wieczoru lepszym piłkarsko.

Były zwycięstwa z Manchesterem United, Chelsea, Manchesterem City. Był finał Curling Cup. Ale to wszystko znów przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo będąc w Arsenalu, żąda się tylko trofeów.

LATO… Nie nie Grzesiu, to nie o tobie.

Nie zrozumcie mnie opacznie. Jest mi cholernie źle z faktem, że letnie okienko transferowe traktuję ( znów! ) jako nadzieję na to, że w przyszłym sezonie zagramy skutecznie i wstawimy do gabloty przy Ashburton coś nowego. Tak jest od 6 lat. Ten stan, trwa już stanowczo zbyt długo, a ja naprawdę zaczynam wierzyć, że pojawienie się jednej nowej twarzy, może wiele zmienić. To zakrawa o paranoję.

O transferach, podsumowaniu tego jak zachowywali się nasi ludzi i co taktycznie wymaga poprawy, podzielę się z wami w najbliższym wpisie. Dziś chcę tylko zwrócić uwagę na jeden problem.

Bez dwóch zdań ,liga angielska to nie liga hiszpańska, włoska, ani nawet nie liga mistrzów. Tutaj gra wygląda nieco inaczej, i stopień w jakim przygotowanie fizyczne i umiejętność gry w powietrzu wpływa na wynik niektórych spotkań, jest o wiele wyższy niż w innych częściach Europy.

Boss mówi ostatnio o konieczności „podwyższenia” naszego składu. Hm… Przez sekundę zastanowiłem się nad  tym, dokąd zaprowadziła Barcelonę jej grupa karzełków i sądzę, że gdyby chłopcy Guardioli mieli pojawić się, którejś grudniowej nocy, gdzieś na północy Anglii, czy chodzi w gościnnym Fulham, aby pokopać piłeczkę z miłośnikami sztuki z tamtych zespołów, to moglibyśmy się nieco zdziwić.

Oczywiście, raz, drugi, można tego dokonać, ale rozgrywać takie mecze kilkanaście razy w sezonie… plus puchary..

No nic. Zajmijmy się sobą. Zapraszam do dyskusji o transferach na Facebooku’u , oraz do analizy taktyczno personalnej już niebawem na mayarsenal.com