Mecz z Udinese pokazał, że potrafimy jakoś tam zagrać, ale to o wiele, wiele za mało, żeby wygrać w tym sezonie cokolwiek poza Curling Cup.
Te ostatnie dni wakacji spędzam u rodziny pod Warszawą. Przy kubku popołudniowej kawy otwieram stronę główną The Guardian i od niej zaczynam sprawdzanie tego, co w świecie brytyjskiej piłki zmieniło się na dwa dni przed starciem z United.
Nic. Cisza. Wiem tylko tyle, że OwenCoyle ,menager Boltonu, odrzucił naszą śmieszną ofertę za Cahilla i że Samir Nasri to Cunt.
No nie do końca. Wcześniej Everton odrzucił kolejną próbę pozyskania Jagielki i na 5 dni przed końcem okna transferowego mamy wielką dziurę w obronie. Jedyne co pozostawia mnie przy życiu to, że Boss wie. Wie o tej dziurze. No ale jak miałby jej nie dostrzegać? Prawdopodobnie to kolejny po Wieży Eiffla i Chińskim murze obiekt, który widać z kosmosu, a do tego ma go pod samym nosem.
Staramy się kupić środkowego obrońcę, to fakt. Ktoś kiedyś, pewnie w przypływie alkoholowego upojenia przyznał, że spodziewa się transferu co najmniej dwójki defensorów i muszę powiedzieć, że to musiał być mocno sfermentowany trunek. Oddam cały świat za jednego, dobrego zawodnika!!! Powiem szczerze, że jestem nawet pewny jego zakupu, chyba że…
Dlaczego nie chcą nam nic sprzedać do cholery??
Oto wyobrażam sobie taką sytuację. Boss wchodzi do sklepu. Zmierza do sprzedawcy i wyciągając w jego kierunku stufuntowy banknot prosi o podanie mu upatrzonej butelki wina. Butelki, która przez cały sezon leżała na półce z ceną 33,99. Jest trochę zapomniana i sprzedawca zaczyna wietrzyć niezły interes. Teraz jednak jest tam Wenger. Coś tu nie gra, przecież jJest francuzem. Pewnie zna się na winie jak mało kto? Sprzedawca zaczyna zwlekać. Niby to udaje się po trunek, ale po drodze wiąże buta, coś tam poprawia koło kasy, jakby wiedział co zaraz może się stać. I nagle do sklepu wchodzi ubrany w turban jegomość, a za jego plecami chowa się facet łudząco podobny do Roberto Mancini’ego. Koleżka wyciąga 300 funciaków i wskazuje na butelkę. Sprawa jasna. Deal zrobiony. Wsiadają do fury i wracają do Manchesteru, czy skąd tam przyjechali.
Ok., wracając na ziemie. Wydaje mi się tak. Mecz z Udinese pokazał, że potrafimy jakoś tam zagrać, ale to o wiele, wiele za mało, żeby wygrać w tym sezonie cokolwiek poza Curling Cup. ( skoro Stoke się udało ? ) Potrzebujemy więc obrońcy, środkowego pomocnika o inklinacjach do gry ofensywnej i być może kogoś jeszcze. Tyle tylko, że zakupy te muszą być ponadprzeciętne. Muszą wnieść jakość. Oczywiście kilka nazwisk by się znalazło, ale sprzedać kogoś do Arsenalu, to jak stracić. Przecież inni dają więcej…
Sami wrogowie?
Boss wygrał pierwszą bitwę. Zakwalifikował nas do LM i jeśli tylko uda mu się skończyć ten sezon w czwórce, to tragedii nie będzie. Teraz przed nim czas, w którym gra o poparcie fanów. Zostało mu nie wiele czasu. Musi sprowadzić dobrych chłopaków. Jak to będzie, zobaczymy. Znamienne jest jednak to, że w czasie kiedy wszyscy od Grahama, przez dziennikarzy i fanów go krytykują, jest ktoś kto wysłał w przestrzeń pozytywny sygnał na temat Francuza. To Ferguson, stary wróg. Zadał proste i kluczowe dla całej sprawy pytanie, które dziś stawiam tym, którzy nie mogą przestać krytykować Bossa.
Jeśli nie Wenger, to kto ?








