Potrzebujemy odrodzenia. Odpalenia. Po sześciu kolejkach jakich świat nie widział w naszym wykonaniu od blisko 50 lat, jesteśmy bliżej dna niż trofeów. Mamy 7 punków, zachwianą pewność siebie i zdemolowane cele na ten sezon. Dokąd zmierzamy?
Musimy zacząć budować się na nowo jako zespół. Problemem nie jest to, że straciliśmy kilku kluczowych zawodników ale to, że wraz z nimi uleciała gdzieś nasza mentalna siła. Coś co sprawiało, że większość drużyn na widok naszych czerwono białych trykotów odczuwała strach.
Dzisiaj nie wielu się nas boi. Kto wie, czy po raz pierwszy odkąd Boss stał się Le Bossem, nie jedziemy do Kaczogrodu jako „nie faworyt”. Ale, czy może być coś piękniejszego niż zwycięstwo? Dzisiaj, po 15 latach i dwóch dniach odkąd Arsene zasiadł na stanowisku trenera?
To nas poderwie. Potrzebujemy tego jak powietrza. Zdobyć 3 punkty na tym znienawidzonym terenie, w tumulcie jakiego świat nie doznaje na co dzień, w którym jak mówił w wywiadzie Wojtek nie słychać własnego głosu będzie czymś więcej. To będzie jak 4 punkty. Może nawet 5.
Nie wiem czym dla was są te derby? Zakładam, że każdy ma swoją historię. Moja składa się z wielu obrazów. Pamiętam jak traciliśmy bramki w doliczonym czasie na Emirates by wypuścić dwupunktowe prowadzenie oraz kiedy Cesc strzelał gola z kosmosu tuż po wznowieniu ze środka.
Dzisiaj oprócz historii jest coś więcej co każe nam czuć do Spurs coś specjalnego. Myślę, że przeprowadzenie badań genetycznych na grupie testowej składającej się z kibiców Arsenalu i Tottenhamu nie wykazałoby co prawda większych różnic, ale jestem pewien, że większość z nas przyznałaby się do nich dobrowolnie.
No i w końcu Adebayor. Muszę o nim wspomnieć. Chociaż pierwotnie miałem napisać, że nic do niego nie czuję, że po prostu mam go w przydrożnym rowie, to na wspomnienie tego jak biegł przez 50 metrów aby cieszyć się przed naszym sektorem, nie mogę doczekać się na to co przywita go dziś z sektora gości. CUNT!
Ok. Jesteśmy Arsenal. Oni są kim są, ale pamiętajcie o jednym. Przez 90 minut możemy ich nienawidzić, jednak tuż po końcowym gwizdku podajemy dłoń i znikamy w tunelu. Tacy jesteśmy.






