Dwa horrory w jeden tydzień, czyli jak być kibicem Arsenalu PDF Print E-mail
Written by Administrator   
Wednesday, 19 November 2008 12:26

Środa wieczór, stadion Emirates, 60 ooo kibiców ledwo co ponaglonych przez Bossa do nieco bardziej żywiołowego dopingowania zespołu i znienawidzony, zdołowany, zajmujący tego wieczoru zaszczytne ostatnie miejsce w Premiership przeciwnik…Tott**ham

 

Arsenal - Sp*rs czyli jak przegrać wygrane derby 

Wygrywając mecz z Kogutami do 89 minuty spotkania, w dodatku przed własną publicznością i to 4-2 (!) …nie można było zrobić nic innego jak poprostu wygrać to pieprzone spotkanie. Nie potrafie sobię jakoś wyobrazić graczy United, ani chyba żadnego innego zespołu świata, który mógłby oddać taki wynik. A jednak…Arsenal potrafi, Arsenal wiedział jak i Arsenal nie bał się tego dokonać !
Nie wiem dlaczego właśnie nam muszą przydażać się takie historie, w których nasz bramkarz puszcza 4 gole mogące kandydować do grona najdziwniejszych bramek kolejki i do tego robi to wszystko w jednym spotkaniu? Nie wiem też dlaczego Arsene Wenger, który potrafił wygrać całą ligę bez choćby jednej przegranej, pozwala wymknąć się zwycięstwu w ostatniej chwili i to z ostatnią na tamtan moment drużyną ligi a w dodatku robi to przed własnymi kibicami?
Nie wiem w końcu dlaczego Clichy postanowił już drugi raz w swojej karierze poślizgnąć się na trawce, zamiast wykopać piłkę w trybuny i poraz drugi brutalnie odebrał nam ( choś tutaj tylko po części ) pewne zwycięstwo..?
Nie ważne. To co wydarzyło się w środowy wieczór było koszmarem i jak o takim należało by jak najszybciej zapomnieć, ale najgorsze miało jeszcze nadejść …
Rorry-Stoke-Dellap vs Arsenal London 2-1
 
Rorry Delap. Człowiek, którego wyrzuty z autu przeciwko Evertonowi trzymałem w opisie Gadu Gadu blisko tydzień, w ciągu miesiąca stał się dla mnie zjawiskiem porównywalnym do Tsunami. Facet, który rzucając piłkę z prędkością 60 km na godzinę na około 35 metrów zrobił już kuku siedem razy w tym sezonie. Może nawet osiem, kogo to obchodzi ?  
Delap w sobotę dwukrotnie wrzucił piłkę do naszej bramki a ja miałem wrażenie, że nasi obrońcy to kobieca drużyna Arsenalu, która pomyliła klubowe autobusy na parkingu. I jak się wtedy z tym czułem ?
Porażka ze Stoke, przynajmniej dla samego zespołu, nie oznacza jeszcze końca marzeń o mistrzostwie. Za wcześnie na to. Niestety najbliższa sobota i porażka z Manchesterem United może już to oznaczać, bo straty ponad 7 punktów do aż trzech drużyn, można nie odrobić nawet na tym etapie rozgrywek . Niestety prócz godności na boisku Stoke pozostał również Adebayor i Wallcot, obaj z kontuzją, a Robin Van Persie z mocnym postanowieniem poprawy, nie kopania i nie popychania więcej bramkarzy Premiership. Zwłaszcza na boisku i w trakcie trwania spotkania.
Nie wiem jeszcze jak pozbierają się chłopcy po tych dwóch pięknych praniach gaci, ale jeśli to Hallowen miało pozwolić mi wrócić do pisania, to mamy tu chociaż jednego zwycięzce.

 

 
Copyright © 2008 mayarsenal.com All Rights Reserved. Sitemap