Bez wątpienia Samir Nasri był wczoraj jak Messi. Miał magiczne przyjęcie piłki i niewiarygodną szybkość, a sposób w jaki mijał obrońców i bramkarza był niesamowity… Fakt, że nie wygląda jak pingwin, działa tylko na jego korzyść.

Action Images

Po dwóch przegranych meczach z rzędu na własnym boisku, bez względu na wszystko, należało wyrwać Fulham zwycięstwo.

Początek meczu w wykonaniu Arsenalu był elektryczny, jak za najlepszych czasów. Każda kolejna akcja kierowana w kierunku bramki Fulham, siała bramkowe zagrożenie i kwestią czasu wydawała się zmiana rezultatu.

SAMIR NASRI PIERWSZY

14 minuta. Arshavin przejał bezpańską piłkę na przedpolu The Cottagers i pomknął w kierunku środkowych obrońców. Piłka trafiła do Samira i przez kilka sekund oglądalismy rewię na lodzie rodem z filmów o Gufim. Wydawało się, że wszyscy oprócz francuza poruszają się po rozlanym oleju. Niewiarygodne panowanie nad piłką. Fantastyczny gol.

GOALS CHANGE GAMES

Ile razy słyszeliśmy to stare angielskie powiedzonko? Wczorajszy mecz, był doskonałym przykładem takiego obrotu spraw. Do 30 minuty na boisku nie działo się nic poza atakami Arsenalu. Wtedy, po niegroźnej wydawało się akcji, dwójka środkowych obrońców The Gunners  zdeżyła się głowami a Kamara wpakował po chwili piłkę do bramki. Niestety nie wyglądało to tak zabawnie, jak brzmi, bo Laurent Koscielny wylądował w karetce, i dziś wiemy, że ze wstrząśnieniem mózgu opuści kilka, może kilkanaście,  dni treningu.

Od tego momentu Arsenal stracił tempo i nastrój gry. Nic nie wyglądało już tak jak do tej 30 minnuty. Podania stały się mniej dokładne a gracze Fulham coraz częściej zaczęli myśleć, że można tutaj coś ugrać dla siebie. Kto wie, jak zakończyłoby się to spotkanie gdyby nie Fabiański, który w końcówce pierwszej części znakomicie wybronił strzał kamary w sytuacji 1 na 1.

NASRI DRUGI

75 minuta. Nasri rozpoczyna akcję w środku pola. Piłka wędruje do Arshavina, potem do Van Persiego, a na końcu znów do Nasriego. Ten jest już w polu karnym. Mija dwójkę obrońców, bezradnego Schwarzera w bramce, i wykonując kolejny piruet a’la Nasri, pakuje nas do pociągu zmierzającego wprost na pozycję lider. 2-1!

To było bardzo ważne zwycięstwo. Znakomity początek grudnia. Wraz z remisem Chelsea i  odwołanym przez śnieg meczem Manchesteru, ten rezultat dał nam pierwsze miejsce w tabeli. Już w środę powalczymy o awans do najlepszej 16tki w Europie, podejmując w Lidze Mistrzów Partizan, a w kolejny weekend mecz wyjazdowy z Manchester United.

Zapowiada się niesamowity grudzień, którego ukoronowaniem będzie świateczne spotkanie na Emirates z Chelsea.

trzymajcie się Kanonierzy! Jesteśmy liderami !