Nick Hornby stworzył kiedyś dekalog zdarzeń, które powinny zaistnieć aby dany mecz mógł być  określony mianem interesującego. Wczoraj większość z nich się spełniła…niestety.

Czerwona kartka,przestrzelony rzut karny i w końcu gol w ostatniej minucie. A w zasadzie po czasie. Kiedy mija ostatnia z doliczonych minut a piłkarze twojej drużyny wykopują piłkę z pola karnego, sędzia powinien skończyć mecz. Tak to musi wyglądać. W przeciwnym razie, piłka zostaje wrzucona poraz kolejny i trafia pod nogi jakiegoś dryblasa, któremu strzał specjalnie zajmuje tak wiele czasu, abyś  ty mógł wszystko widzieć dokładnie jak w zwolnionym tempie.

Zdjęcie arseblog.com

Brzmi znajomo ?

Czy możemy mieć pretensję do sędziego ? Może, ale przede wszystkim do samych siebie. Gra obronna przy ostatniej akcji była żenująca, a poza tym, ten cały rzut karny…Na kwadrans przed końcem meczu powinniśmy zabić grę.

Inną sprawą jest to, że nie zasłuzylismy na zwycięstwo. Graliśmy słabo. Bramka, która padładla nas była totalnym kuriozum i naprawdę już dawno nie widziałem czegoś takiego.

Trzy dni po spotkaniu w Champions League wyglądaliśmy nieco blado. Do tego jeszcze uraz Fabregasa w pierwszej połowie. W każdym razie jak mówi stare przysłowie, jeśli nie możesz wygrać meczu, przynajmniej go zremisuj. Mamy punkt. Mogło byc gorzej.

W najbliższy wtorek spotkanie w 3 rundzie Pucharu Ligi Angielskiej przeciwko Tottenham’owi. W bramce Kanonierów ma stanąć Wojtek Szczęsny ale i bez tego mecz z Kogutami to coś wyjątkowego. Chyba nie muszę mówić czemu…