Koguty wydziobały nam serca. ARSENAL 2 Tottenham 3

Posted by admin On Listopad - 21 - 2010ADD COMMENTS

Jeśli nie wygrywasz spotkania 3-0, przegrywasz je 2-3. To stare siatkarskie powiedzenie pasuje idealnie do tego, co wczoraj popołudniu zafundował nam Arsenal w meczu z największym rywalem…

Chelsea Londyn otwiera dziś tabelę Premiership. W całej lidze występuje obecnie 5 zespołów ze stolicy, a w pierwszych czterech najwyższych klasach rozgrywkowych gra ich aż 15. Jednak ze wszystkich możliwych kombinacji, to Arsenal i Tottenham tworzą parę, której konfrontacje rozpalają kibiców najmocniej.

KONIEC ŚWIATA

W swoim życiu widziałem już porażki z Tottenhamem, które bolały. Widziałem również mecz z przed dwóch sezonów, kiedy to mimo prowadzenia 4-2 na pięć minut przed końcem, schodziliśmy z boiska z remisem i wszystko to przed własną publicznością. Po tamtym spotkaniu miałem nawet nadzieję graniczącą z pewnością, że już nigdy, niczego równie przykrego nie przyjdzie mi oglądać…

Arsenal prowadził wczoraj 2-0 do przerwy i był liderem ligi. W zasadzie, kiedy patrzyłem na schodzących do szatni piłkarzy Kogutów, to wyglądali tak, jakby każdy z nich wymagał psa przewodnika do pomocy. Było 2-0, ale mogło być więcej i powinno być w zasadzie pozamiatane. Nie wiem jak wytłumaczyć to co stało się w drugich 45 minutach, ale faktem jest, że niektórzy zawodnicy przestali grać. Wystarczyło dodać do tego nieco pecha i nieszczęście zaczęło pojawiać sie na horyzoncie.

Kiedy w końcówce meczu Younes Kaboul wpakował głową piłkę do bramki obok rozpaczliwie interweniującego Fabiańskieo myślałem, że zapadam się w kanapę i widzę ciemność. Pewnie mi nie uwierzycie, ale ta piłka leciała conajmniej minutę. Nie byłbym kibicem Arsenalu gdybym nie wiedział w tamtym momencie, że to już koniec. Wszystko co pozostało, to powolne minuty piłkarskiej śmierci i marnym pocieszeniem było to, że nie byłem z tym sam…

Arsenal nie przepuści okazji, żeby…przepuścić okazję.

Arsenal nie przegrał u siebie z Tottenham’em od 17 lat. Nie przegrał dwóch spotkań z rzędu na własnym boisku od 13 sezonów. Aż do wczoraj. Wszystko to stało się w momencie, kiedy dotychczasowy lider Chelsea robi wszystko, żeby oddać komuś prowadzenie w tabeli ( druga porażka z rzędu )

Za tydzień zagramy na wyjeździe z Aston Villą w barwach której być może zadebiutuje legenda Kanonierów Robert Pires. Jeśli chłopcy myślą, że pojadą tam i będzie wesoło, to mogą się bardzo mylić. Na Villa Park nigdy nie grało nam się łatwo, a we wtorek czeka nas jeszcze wyjazd do Portugalii na mecz z Bragą, którego stawką jest awans do 1/8 Ligi Mistrzów.

Czeka nas ciężki tydzień. Stay Tuned Gunners